×
Menu

Darthmagik

Magiczne drzwi do mrocznego świata wyobraźni

Home

Medium – książka

MEDIUM: MROCZNY PASAŻER, ROZDZIAŁ IV – CZĘŚĆ II

 – Nienawidzę cię! – usłyszał z oddali

Ujrzał Johna i Rossie kłócących się na werandzie. Z zewnętrznych ścian wystawały oczy wielkości ludzkiej pięści. Były ich dziesiątki, setki. Każde z osobna przyglądało się zażartej dyskusji. Córka krzyczała, piszczała, płakała. Nie przypominała siostry, która niedawno straciła brata. Była wściekła, a ta negatywna energia wibrowała w powietrzu.

– Nie pójdziesz do Cindy! Już ci to wielokrotnie mówiłem. – grzmiał ze złości ojciec, a z każdym ich słowem rozszerzało się pęknięcie na powierzchni werandy idealnie oddzielając zwaśnione strony.

– Nie zabronisz mi! – tupało nóżkami w tragikomicznym rytmie – Wolałabym umrzeć niż słuchać ciebie!

– Dobrze. – warknął ojciec, a ze złości z jego ust wypłynęła gęsta ślina – Tylko oddaj mi mojego syna!

Rossie wpadła w histerię. Popchnęła dużo większego mężczyznę na drzwi. Przejście magicznie ugięło się przyjmując ciężar. Chwyciło go za biodra i połknęły do środka. Cały dom zatrząsł się, by po chwili każde z oczu jedno po drugim schować się wewnątrz budynku. Młoda panna wybiegła na ulicę. Ruszyła w stronę Cindy.

Zatrzymała się w połowie drogi na widok przejaskrawionej furgonetki. Wytarła łzy drżącą ręką. Dopiero, gdy była pewna, że nie widać oznak smutku zwróciła się do kierowcy szczerząc białe zęby. Przypominała niezdarnego klauna próbującego rozśmieszyć widownię. Z samochodu wyjrzał człowiek z zamazaną twarzą jakby malarz wytarł jego kontury gumką zapominając dorysować raz  jeszcze szczegóły.

– Wszystko w porządku? – jego ton głosu był zniekształcony. Ciężko było zrozumieć jego słowa. Brzmiał nienaturalnie wręcz nieludzko.

– No właśnie nie. – odrzekła nie ukrywając swojego niezadowolenia – Możemy porozmawiać? – tło wokół nich zaczęło tracić barwy, a czas zatrzymał się, by po chwili ruszyć do tyłu z niewiarygodną szybkością ukazując błyskawiczne zmiany zachodzące na około. Tylko ta dwójka i stojący gdzieś w oddali policjant nie byli podatni na wpływ tego działania.

– Jeszcze raz powiedz mi o twoim sposobie. – miętoliła w dłoniach skrawek bluzki

– Jesteś pewna?

Nie odpowiedziała. Chwyciła kierowcę z całą siłą jaką posiada dziewczęce ciało za przedramię. Tylko pokiwała głową twierdząco. Jej wzrok był niesamowicie wyraźny. Wiedziała czego chce. To wystraszyło mężczyznę, który błyskawicznie wyrwał się z jej uścisku. Przełknął srogo ślinę. Niechętnie odpalił wóz. Crane w ostatniej chwili wsiadł na tył furgonetki i jak niewidzialna zjawa dalej obserwował scenariusz wizji.

– Dla mnie nie ma już zbawienia. Jest tylko rozpacz. – z jej ślicznych piwnych oczu zaczęły spływać stróżki krwi rysujące znamię na jej polikach – Muszę odzyskać Eryka!

– Dobrze, ale do tego potrzebuję dwóch dusz, by wykupić jego duszę.

– Jedną już masz. – odpowiedziała tonem jakim nie powstydziłaby się aktorka grająca upiorne dziecię w najlepszym horrorze

Samochodów w mgnieniu oka zniknął pozostawiając trójkę bohaterów tej sceny w czarnej otchłani. Zanim Alex jakkolwiek mógł zareagować dostrzegł, że stoi na niewidzialnej podłodze zawieszony pośrodku nicości. Tuż przed nim stał ceremonialny stół, gdzie w jego rogach wystawały rzeźby skrzydlatych potworów. Pierwszym jego skojarzeniem jakie przyszło mu do głowy było dość oczywiste – to były wizerunki piekielnych demonów.

Na dziwnym ołtarzu siedziała Rossie trzymając wielki, zakrzywiony nóż, po którym spływała krew. Krople uderzały o blat wydając bardzo charakterystyczny dźwięk pluskania. Roznosił się na wszystkie strony tworząc przy okazji niespokojne echo. Niedawny kierowca był przypięty łańcuchami. Próbował się wyrwać z tego więzienia i powstrzymać dziewczynkę, gdy ta przyłożyła ostrze do swoich żył. Jego kontury zlewały się z otoczeniem.

Następnie jednym mocnym, pionowym pociągnięciem otworzyła żyłę. Cała sceneria zatrzęsła się. W dość szybkim tempie przestrzeń zaczęła się wypełniać czerwonym śluzem z wyczuwalnymi grudkami w dotyku. Cały spektakl trwał raptem kilkanaście sekund z czego Crane zarejestrował może z połowę obrazów serwowanych mu w czasie wizji. Dopiero zimny dotyk cieczy przez przesiąknięte spodnie zmusił go do działania. Wystartował pewnie przed siebie brodząc po kolanach.

*********

Postaram się utrzymać tempo udostępniania kolejnych części historii Alexa publikując co piątek nowy tekst, ale wchodzę w okres wytężonej pracy nad książką po otrzymaniu stosownych komentarzy od wydawcy. Więc może, ale nie musi to spowodować, że będę się na stronie pojawiał nie tak często jakbym to sobie życzył.

MEDIUM: MROCZNY PASAŻER, ROZDZIAŁ IV – CZĘŚĆ I

Jadząc w pełnym skupieniu do początku tej historii bohater dostrzegł wibrujący telefon. Dopiero po krótkiej chwili zarejestrował znaną mu melodię. Kątem oka obserwował wyświetlacz, na którym pojawił się znajomy pseudonim. Tym razem nie był to jego zastępca. Byłbym bardzo zdziwiony takim rozwojem sytuacji w końcu chwilę przed odjazdem rozmawiał z nim telefonicznie. Na małym, jaskrawym wyświetlaczu litery układały się w jedno słowo: Nerd. Susan Thorton próbowała się do niego dodzwonić. Ze względu na ostatnie kilka napiętych godzin całkowicie zapomniał o niej. Odebrał przepełniony wątpliwościami.

– Hej! – szarmancko ukrył problemy pod stertą dobrze dobranej tonacji głosu – Przepraszam kochanie, ale zapomniałem do ciebie zadzwonić. Ta sprawa… – w tym miejscu zrobił mimowolnie przerwę szukając w głowie odpowiedniego określenia. Na całe szczęście kobieta szybko go zbyła, gdyż rozumiała ciężar pracy policjanta. Poinformowała go jedynie o kolacji dziś wieczorem. – Oczywiście! Przyjadę po dwudziestej do domu jak tylko zamknę pewne sprawy, które mi zostały. – rozmawiał z nią pełen polotu – Dzięki. Papa!

Odłożył komórkę z grymasem niezadowolenia na siedzenie. To nie może się udać, pomyślał w duchu. Na pewno nie dziś, dodał ozięble. Katował siebie za brak odwagi. Układał przeróżne scenariusze jak powinien jej przed chwilą odmówić. Po prostu nie potrafił tego zrobić. Od początku ich znajomości stracił zdolność asertywnego przedstawiania swojego zdania. Zawsze potrafiła na niego wpłynąć. Kochał ją za to równocześnie nienawidząc siebie.

Szybko jednak odrzucił pozytywne myśli o swojej kobiecie, gdy dojechał na miejsce kaźni. Były to godziny popołudniowe. Słońce wciąż nie zamierzało udać się na odpoczynek i dość mocno świeciło nad horyzontem. Jednak samo miejsce przypominało cmentarzysko zmysłów. Ciarki przechodziły na samą myśl widząc policyjne oznaczenia. Jaskrawa żółć okalała miejsce zbrodni.

Poddenerwowany szarpał się z własnymi myślami. Był nerwowy chociaż wielokrotnie odbywał podróże do drugiego świata. Wiedział doskonale jak to się odbywa. Wpierw dźwięki z otoczenia blakną, by ostatecznie zniknąć w objęciach pustki. Obraz pokrywa się zmysłową czernią, mięśnie sztywnieją, by utrzymać ciało w jednej, bezpiecznej pozycji. Wtedy serce w rzeczywistym świecie zatrzymuje się na równe pięć sekund. Ostatecznym symbolem przekroczenia granicy jest niepokojąca wilgoć zbierająca się pod opuszkami palców.

Doskonale znał kolejne podpunkty tej niecodziennej wyliczanki. Wciąż jednak nie mógł odnaleźć spokoju ducha. Nie musiał przykładać dłoni do klatki piersiowej by wyczuć łomotanie serca. Był na skraju zrezygnowania. Gdyby tylko miał trochę mniej ludzkich odczuć odszedłby bez zastanowienia. Rzuciłby to wszystko w zakurzony kąt, spakował się i wyjechał nie informując nikogo. Pragnął tego. Był przekonany, że to najlepsza decyzja. Chciał, aby ten koszmar się skończył wiedząc, że tak naprawdę jeszcze się nie zaczął. Nie dla niego. Piekielne wizje czekały z utęsknieniem za cienką granicą szaleństwa. Były głodne. Czuł ich łaknienie w powietrzu.

Był jednak cholernie dobrym człowiekiem. Tak właśnie to zabrzmiało w jego głowie. Podsumował się nonszalancko w duszy w używając do tego formy w trzeciej osobie. Nie mogąc zatrzymać czasu pędzącego jak stara, hałaśliwa lokomotywa zmusił ciało, by ruszyć przed siebie. Nie miał nawet pewności czy wyjdzie z tego żywy, a może mroczny pomiot tylko na to czeka? Jednak widząc w swej pamięci tę biedną dziewczynkę oraz ciało Duncana wiedział, że musi to zrobić.

Stanął na progu rozpadającej się stodoły, gdzie odnaleziono ciało dziecka. Wszystko potoczyło się zgodnie z jego oczekiwaniami. Mięśnie naprężyły się, pompa stanęła, a krople wody zebrały się pod palcami. Gdy otworzył oczy nie stał na szczerym polu koło kilku zbitych desek. Był w mieście na chodniku koło domu Benettów. Obraz był rozmazany jakby wskoczył do niedokończonego obrazu malarskiego i niewyschnięta farba zaczęła spływać po płótnie tworząc wyraźne smugi.

MEDIUM: MROCZNY PASAŻER, ROZDZIAŁ III – CZĘŚĆ VI

– Niedorzeczne? – z chwilą, gdy Lenny dopowiedział pytanie Alex poczuł znane mu uczucie. Nauczył się przez lata, że w czasie wizji tylko instynkt mówi prawdę. Oczy, zmysły jak również ciało bezczelnie kłamią, ale nie ten wewnętrzny głos. Właśnie to uczucie wypełniło jego wnętrze. Nieskazitelny stan prawdy. – Teraz rozumiesz. – rzekł radosnym tonem

– Ale – przez chwilę zapowietrzył się szukając w głowie odpowiedniej kombinacji słów – jeśli chcesz odejść to co się stanie z mrocznym bytem wewnątrz mnie?

– Już czas. – wzruszył ramionami – Masz wystarczająco dużo sił, by się z nim zmierzyć, ale wpierw musisz złapać mordercę. On ma ambitniejsze plany niż tylko rysowanie groteskowej śmierci. – westchnął z przejęciem – Ten symbol na podłodze w kiblu już kiedyś widzieliśmy. W drugim świecie. Jest to emblemat nieśmiertelności. Wystarczy tylko zdjąć koronę, a ujrzysz węża zjadającego własny ogon. Nieskończona pętla cierpienia. Będzie mordował dopóki nie osiągnie celu, którego nie można osiągnąć.

– Muszę go powstrzymać. – niby banalne potwierdzenie tego co robił do tej pory, ale sama sentencja zabrzmiała po stokroć siłą oraz determinacją

– Wróć na miejsce zbrodni. – zjawa w ostatnich swych momentach popychała go do działania – Musisz się udać tam gdzie widziałeś ciało dziewczynki, by doświadczyć wizji. To nie pastylki czy zioła, ale to ja podświadomie wstrzymywałem koszmarne obrazy. Jednak nadszedł już czas, by wrócić do swoich korzeni. – jego głos stał się tak mroczny, że ciężko było go nawet słuchać – A teraz ostatnia moja prośba, daj mi odejść. Nie wiem jak po śmierci trafiłem do ciebie, ale wiem jak skończyć to co dawno powinno być skończone.

– Dobrze. – w głosie była odczuwalna nie nutka, a cała symfonia zrozumienia – Możesz odejść. Powinieneś odejść.

– Żegnaj przyjacielu!

Aleksander zamknął na chwilę oczy. Wokół niego zebrała się pustka. Otwierając je na nowo nie widział już Indianina. Był zupełnie sam. Zauważył również pewną zmianę. Kaskada emocji, którą odkrywał na nowo była mniej wyraźna. Był bardziej skupiony. Jego charakterystyczna mina typowego potwora ukrywającego się za maską człowieka wróciła na swoje miejsce. Był bardziej pewny siebie.

Spojrzał na zegarek. Dochodziła druga po południu. Podróż zajęła mu dłużej niż planował. Wrócił do samochodu. Korzystając z radia policyjnego dał znać swoim ludziom, by poprosili o pomoc emerytowanego patologa, Eryka Travskiego, żeby przebadał ciało Duncana. Wytłumaczył zdziwionemu zastępcy, że musi wrócić na pierwotne miejsce zbrodni, bo czuje w kościach, że coś istotnego przeoczył. Ani słowem nie wspomniał o swoim prawdziwym planie. Zamierzał posłuchać ostatniej rady intuicji i wejść w drugi, zakazany świat, by odkryć prawdę. Bolesną jak diabli.

MEDIUM: MROCZNY PASAŻER, ROZDZIAŁ III – CZĘŚĆ V

Bardzo uważnie bohater ocenił sytuację. Nie zauważył żadnej broni ani żadnej rzeczy, którą mógł być zaatakowany. Z tego względu stąpając jakby po kruchym lodzie przesunął się do przodu i stanął obok rozmówcy, który ani przez chwilę nie spuścił wzroku z jałowej ziemi. Dopiero, gdy jego towarzysz podszedł na bliską odległość uniósł do góry głowę i zwrócił się w kierunku Alexa. Uśmiechnął się z trudnym do ocenienia zamiarem.

– Widzisz tę ziemię? Te tereny są według Indian przeklęte. To właśnie tutaj amerykańska armia rozbiła Czejenów. Nie mieli szans na jakąkolwiek obronę. – spauzował lakonicznie – Nie miałem żadnych szans.

– O czym ty mówisz?

– Znasz mnie od dawna, a przynajmniej tak ci się wydaje. Właściwie jestem przy tobie już od kilkunastu lat. To prawda, ale spójrz co jest pod moimi nogami. – policjant uwiesił wzrok na czerwonej, twardej nawierzchni. Nie widział w tym miejscu niczego niezwykłego – Jakieś dwa metry pod nami – dodał upiornie ostatnią część zdania po czym wziął głęboki, teatralny wdech i przemówił spokojnie – leży moje ciało. Nawet nie pamiętam jak umarłem. Na szczęście nie przypominam sobie bólu umierania. To był chyba wystrzał z muszkietu. Tak przynajmniej zakładam.

Crane odskoczył sparaliżowany. Te słowa nie układały się w żadną logiczną strukturę. Widział wyraźnie twarz osoby, którą znał od dawna. Nawet kąciki ust Indianinowi nie drgnęły. Był śmiertelnie poważny.

– Lenny! O czym ty pieprzysz? – jęknął nie ukrywając zdziwienia. To nie był dobry moment na podchody oraz głupie żarty

– W dniu, w którym zginął twój prawdziwy przyjaciel, Ben Clarkson zyskałem ciało w twojej głowie. Byłem z tobą od wielu lat, ale nigdy nie miałem ciała. – odpowiedział mechanicznie

– Nie mogę tego zrozumieć. Czy to żart? Dlaczego teraz? – przypominał zagubione dziecko we mgle błądzące w niejasnym kierunku kierując się szeptami unoszącymi się w mlecznej zaprawie

– Bo już czas. Najwyższy czas. – podkreślił wypowiedź akcentując ostatnie słowo – Pamiętam naszą pierwszą wizję. Niezbyt groźnie wyglądający klaun i mój zniekształcony, kobiecy głos ostrzegający przed niebezpieczeństwem. – policjant stał osłupiony i tylko słuchał absurdalnych słów – Każda scena ze mną wydarzyła się tylko w twojej głowie. Sam tego po części nie ogarniam. Dlaczego właśnie ja zostałem wydarty z ramion śmierci? Dlaczego los złączył nasze dusze w jednym ciele? Na te pytania nie znam odpowiedzi.

– Nie rozumiem, a ta kobieta, którą spotkałem w rezerwacie? Twierdziła, że zna ciebie. Tłumaczyła mi drogę. Opowiadała, że czekasz na mnie. Widziałem ją. Była namacalna.

-Również istnieje tylko w twojej wyobraźni.

– Ok, ok. – oddychał głęboko próbując z całych sił zrozumieć czemu jego przyjaciel zachowuje się tak dziwnie. Z nieskrywaną wrogością nie akceptował tego durnego przedstawienia – Przyjmijmy, że to prawda. Czemu właśnie teraz, gdy potrzebuję stabilności emocjonalnej, by złapać mordercę małej dziewczynki ujawniasz coś co nie mieści się w ramach zdrowego rozsądku? Dlaczego?

– Bo dzieje się z tobą coś dziwnego. Nieoczekiwanego. Jakby dwa światy: rzeczywisty i ten drugi pełen potępienia łączyły się ze sobą w jedną papkę. Dlatego widzisz rzeczy zarezerwowane tylko dla tego drugiego świata. W twojej głowie oba te misteria są na torze kolizyjnym i nie wiem dlaczego. Posłuchaj uważnie. – spojrzał na Alexa pełen zmartwienia. – W dniu, w którym Ben chwycił ciebie za kostkę i wypowiedział okultystyczne zaklęcie nadał mi formę. To ja powstrzymywałem mrocznego pasażera, który rozwinął się w twojej duszy, ale to spowodowało pewne komplikacje. Zaczynasz się gubić w realnym świecie. Stąd moja decyzja, że muszę odejść.

– To jest…

MEDIUM: MROCZNY PASAŻER, ROZDZIAŁ III – CZĘŚĆ IV

– Czemu wyruszył do Kanionu Zmarłych?

– Tego nie jestem wstanie powiedzieć. Był jednak pewny, że będziesz go szukał.

– W porządku. Dziękuję.

– Nie ma za co! Jego przyjaciele są moimi przyjaciółmi!

Nie przedstawiła się przez całą rozmowę, ale po jej specyficznym zachowaniu poznał ją z opowieści Indianina. Nazywała się Eli Cana i była wdową od ponad sześciu lat. Ze względu na to, że poślubiła białego mężczyznę plemię nie kontaktowało się z nią. Żyła na skraju rezerwatu zawieszona między wielką cywilizacją białych Stanów Zjednoczonych i tradycją czerwonego człowieka. Jedynie Lenny łamał często zakazy, by pogadać z nią. Była według niego, szaloną, lecz niegroźną kobietą.

Nie mając czego szukać Aleksander zapakował swoje ciało do wozu i ruszył w głąb indiańskich ziem. Gdy przejeżdżał przez pierwsze domki czuł wrogie spojrzenia. Nie ufali obcym ludziom, a w szczególności policjantom. Nikt jednak go nie zatrzymał, nawet przejeżdżający w drugą stronę policjant plemienny. Odczuwając presję Crane skręcił w pierwszą drogę, która po chwili płynnie zmieniała swoją asfaltową strukturę na ugniecioną, pustynną ziemię. Jechał w stronę wyraźnie narysowanych kształtów na horyzoncie. Zastanawiał się po drodze czemu jego przyjaciel pojechał właśnie do kanionu.

Okolica przypominała wyobrażenie Marsa. Czerwona powierzchnia pozbawiona większej roślinności. Jedynie wiatr smagał swym dotykiem unosząc do góry gorące ziarenka piasku. Człowiek w takich chwilach rozmyślał czy tak właśnie wygląda piekło pełne pustki, wysokiej temperatury i nieprzyjemnego, rozgrzanego wichru uderzającego prosto w facjatę.

Podjechał najbliżej jak tylko mógł. Szczelina kanionu topiła się w chłodnym cieniu. To samo w sobie było orzeźwiające. Kilkanaście metrów dalej szeryf zauważył stojącego tyłem do niego człowieka. Posturą idealnie pasował do przyjaciela. Znali się od wielu, długich lat. Stąd nie miał większych oporów, by zamieszkać poza murami Heaven City.

– Nareszcie jesteś. – poważny ton zupełnie nie pasował do Lenniego.

Z odległości pulchny mężczyzna wyglądał bardzo niesympatycznie. Właśnie to określenie przyszło Alexowi jako pierwsze. Bardzo się zdziwił i lekko zaśmiał z samego siebie, że pomyślał o tak niepasującym do scenerii słowie opisującym osobę, którą zna. Było jednak w tym trochę prawdy. Skąpany w cieniu wielki facet ze swobodnie zwisającymi rękoma wpatrzony w ziemię na kompletnym pustkowiu nie wzbudzał żadnego zaufania.

– Lenny. – zaczął ostrożnie zmniejszać dzielącą ich odległość – Powiedz chłopie – starał się zachowywać naturalnie, ale czym więcej wysiłku wkładał w grę aktorską tym bardziej to sztucznie wychodziło – co tu robisz? I czemu właściwie na mnie czekasz? – Indianin jedynie wzruszył ramionami

– Coś nieprawdopodobnego dzieje się w twojej głowie. – słowa, które rzucił w odpowiedzi nie nosiły ze sobą żadnego ładunku emocjonalnego. Instynktownie Crane położył niespokojną dłoń na kaburze od broni. – Och, nie musisz się mnie obawiać. – dodał po chwili jakby obserwował przyjaciela

– Nie wzbudzasz zaufania swoim zachowaniem. Może być w końcu się do mnie odwrócił. – stanął przed mężczyzną równe trzy metry. Taka była według policjanta bezpieczna odległość. Odpiął kaburę, by pogłaskać uchwyt od spluwy.

– Musimy porozmawiać i to będzie trudna rozmowa.

– To co masz mi do powiedzenia?

– Źle się zrozumieliśmy. To nie ja stanowię problem. To z tobą jest coś nie tak.

– Co przez to rozumiesz? – Aleksander przypomniał sobie słowa przysięgi, które wymusił na Durancie. Czyżby to jednak on był mordercą? Cały zbladł na twarzy próbując walczyć ze swoim zwątpieniem.

– To nie tak. – dosłownie powiało chłodem, gdy po raz kolejny Indianin odpowiedział tak jakby potrafił odczytać myśli Alexa – To co tobie teraz powiem może wydawać się niemożliwe, ale czy istnieją tak naprawdę rzeczy dla prawdziwego medium, które nie mieszczą się w granicach jego własnej normalności? Nie odpowiadaj. Po prostu podejść bliżej. Muszę coś ci pokazać.

1 2 3 4 5