×
Menu

Darthmagik

Magiczne drzwi do mrocznego świata wyobraźni

Home

Medium: Mroczny pasażer

MEDIUM: MROCZNY PASAŻER, ROZDZIAŁ V – CZĘŚĆ II

– Stąd ten pośpiech u ciebie? – chwycił za kluczyki wiszące w stacyjce obserwując uważnie zmożone zainteresowanie kobiety

– O dwudziestej masz kolacje. – rzuciła luźno odrywając spojrzenie od magicznego jej zdaniem momentu – Możemy porozmawiać w czasie drogi. Mi to nie przeszkadza. – przybliżyła się do szyby, westchnęła czarująco – Lubię odwiedzać ten zakątek świata. Wydaje się być takim cichym miejscem. Dobrze jest się kiedyś wyciszyć. – pochyliła się jeszcze bardziej w prawą stronę kładąc głowę na szybie przez co zostawiła krwawe ślady

– W porządku. – jeszcze raz odpalił silnik, który w trakcie rozmowy zgasł. Nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów mężczyzna skierował wóz z powrotem na jezdnię – To o czym chciałaś ze mną porozmawiać?

– Rossie Benett, biedna dziewczynka. Nieprawdaż? – samochód poruszał się stosunkowo wolno nie przekraczając czterdziestu kilometrów na godzinę. Umożliwiało to uważną obserwację pasażerki, która zmarszczyła brew wyglądając przy tym bardzo smutno – Ze złości oddała własne życie, by przywrócić do twojego świata jej własnego brata. – próbowała ułożyć usta w zgryźliwy grymas, ale ze względu na rany po drugiej stronie nie potrafiła tego zrobić. Po kilku próbach poddała się – Inni by rzekli, że szlachetna postawa. Według mnie postąpiła naiwnie.

– Tak uważasz?

– Nie wiem. Wbiło mi się to do umysłu jak echo cudzych myśli. Jestem martwa, nie mam prawa do własnego osądu. – mówiła ciepłym, spokojnym głosem aż chciało się jej słuchać. – Zastanawiające jest to, że morderca tak łatwo wszedł do kostnicy, zamordował funkcjonariusza policji, by na koniec urządzić bal dla diabła. Biedactwo. – mówiła w bardzo specyficzny sposób jakby starała się głośno myśleć, ale jednocześnie uważać, by jej rozmówca rejestrował całą sentencję

– Biedny policjant?

– Nie głuptasie. – Crane nie lubił zdrobnień, ale nawet teraz nie potrafił jej znienawidzić – Oczywiście, że morderca. Sądzi, że jeśli przekupi Najniższego to osiągnie swój cel. Biedny, oj biedny. – pokiwała z zażenowaniem głową – Naiwny jak małe dziecko. Jeszcze nie wie, że transakcja jest tylko w jedną stronę. Coś o tym wiemy czyż nie? – Crane słuchał z uwagą monologu zjawy zdając sobie sprawę, że jej poglądy coraz mocniej pokrywają się z jego własnymi. Przeraziło go to odkrycie, ale był na tyle spokojny, że nie pokazał tego. – Ciekawi mnie czemu ten reżyser krwawej maskarady aż tak mocno podkreśla dziwaczną symbolikę przez uwłaszczanie ciała ofiary. Może część jego samego chce być złapana?

– Może… – westchnął próbując podtrzymać kontakt

– Nie krępuj się. – spojrzała się w jego stronę jednym, pięknym okiem – To nasza rozmowa, nie mój monolog.

– Może taka była umowa z diabłem, by rozegrać spektakl i spętać mieszkańców okowami strachu? – pokiwała głową ucieszona, że policjant włączył się aktywnie do udziały w dyskusji

– Trafne spostrzeżenie. – nabrała powietrza w płucach – W ogóle jedziesz bardzo ostrożnie. – rzuciła uwagę nie odrywając wzroku od jezdni, gdy zaczęli mijać pierwsze budynki wjeżdżając do miasteczka. Nie czekała jednak na odpowiedź, bo po chwili dodała stonowanym głosem – To dobrze. Wystarczająco dużo szaleńców pędzi przed siebie w zastraszającym tempie. Jakby im się spieszyło. Tylko do czego? Do końca własnego życia? Głupcy. – były detektyw nie odezwał się. Niekiedy miał wrażenie podczas całej tej rozmowy, że zjawa powtarza opinie wielu różnych ludzi łącznie z jego własnymi. Była jak mikrofon powtarzająca zasłyszane frazy w eterze

Gdy dojechał na miejsce wskazówka zegarka ustawiła się równo na trzydziestej piątej minucie dziewiętnastej godziny. Mężczyzna zaparkował samochód na podjeździe. Wtedy zauważył, że jego niecodzienna rozmówczyni zniknęła z siedzenia zostawiając go jeszcze na chwilę samego. Wiedział już, że plotki o grasującym morderstwie musiały już obskoczyć okolice. Jutro czekała go konferencja prasowa, by uczulić mieszkańców na podejrzane zachowania. Nawet się zastanawiał czemu tego nie zrobił dzisiaj. Był chyba zbyt przytłoczony własną historią. Postąpił egoistycznie.

***

Sądzę, że maksymalnie do 20 października powinien finalny tekst powstającej książki wykrystalizować się. Więc pewnie gdzieś w tych okolicach zostanie oficjalnie zapowiedziany tytuł, wydawnictwo, z którym współpracuję oraz ewentualny termin premiery. Dodatkowo mogę już zdradzić, że planuję rozdać 5 pierwszych egzemplarzy pośród osób, które do tego czasu polubią mój profil na fb. Tak w ramach zachęty!

MEDIUM: MROCZNY PASAŻER, ROZDZIAŁ V – CZĘŚĆ I

Zanim zdążył odpalić silnik w swoim aucie zauważył osobę siedzącą na miejscu dla pasażera. Była to kobieta o szerokich biodrach, z powabną sylwetką oraz z intrygującym spojrzeniem. Dopiero wychylając się lekko do przodu policjant mógł dostrzec drugą część ciała, która była tak bardzo spalona, że w niektórych miejscach było widać wystające kości. Nie czuł od niej słodkiego, mdlącego smrodu palonego ciała. Szybko doszedł do wniosku, że to kolejny symptom jego chorego umysłu. Po krótkiej ocenie pasażerki na gapę zapiął pasy. Niespiesznie wyjął papierosa oraz benzynową zapalniczkę.

Włożył pocisk nikotynowy do ust, ale gdy chciał wzniecić ogień poczuł delikatny dotyk muskający jego skórę na dłoni, w której trzymał zapalniczkę. Czarnoskóra kobieta zwróciła się w jego kierunku. Wyrwała ostrożnie nowoczesne krzesiwo z ręki. Po kilku daremnych próbach w końcu pojawił się płomień prężnie rozciągający się na kilka centymetrów.

– Czy mogę? – gdy odwróciła się przodem do Alexa, ten zauważył bestialstwo pozostawione na jej ciele. Miała zmasakrowaną prawą część twarzy, w oczodole brakowało oka. Zęby zostały wybite. Schodząc niżej wzrokiem dostrzegł pociętą klatkę piersiową, głęboką ranę brzucha z wystającym szpikulcem do lodu. Na końcu zauważył z pokerową twarzą połamaną kończynę w kilku miejscach. Cała niesmaczna potrawa była polana przypalonym mięsem na wierzchu. Pomimo tego jej głos był niezwykle uwodzący.

– Oczywiście.

Podsunęła płomień do papierosa. Crane pociągnął, by końcówka zajarzyła się. Po chwili wypuścił dym przed siebie. Wtedy oddała mu zgubę wprost do ręki. Zacisnął oddany prezent jakby chciał sprawdzić czy jest prawdziwy. Włożył następnie do kieszeni spodni wraz z paczką fajek. W czasie tych czynności zastanawiał się nad przebiegiem dalszej rozmowy.

– Jesteś mało rozmowny. – rzekła spontanicznie przeczesując urokliwie włosy z tej lepszej strony

– Zastanawiam się. – nie było w tym stwierdzeniu zbytniego cynizmu. Przewertował akapity na kartach swego życia jak tandetne wydanie prostackiego kryminału. Padło kilka niewybrednych, mało oryginalnych pytań kończąc tragikomiczną symfonię na jednym zagadnieniu; jak to się właściwe stało, że znalazł się w samochodzie z zamordowaną kobietą, która tak po prostu podpala mu papierosa?

– Mogę wiedzieć o czym? – rozsiadła się wygodnie na siedzeniu pasażera ciągle zerkając we wszystkie kąty poukrywane w samochodzie jakby po raz pierwszy widziała taką zdobycz technologiczną. Była przy tym niezwykle urocza.

– Możesz. – wypuścił dym z ust oraz nozdrzy w jej kierunku. Zjawa uniosła lekko głowę do przodu wdychając jak największą ilość szarej chmury przez nos. – Co tu właściwie robisz?

– Siedzę. – posmutniała na chwilę zdając sobie sprawę, że nie może poczuć tego gorzkiego zapachu – Rozmawiam z tobą. – wzruszyła ramionami zdziwiona pytaniem

– A wcześniej co robiłaś?

– Czekałam jak wrócisz. – nieproszony gość wyglądał na kobietę tuż przed trzydziestką, a zachowywała się jak lekko niedorozwinięta nastolatka co powinno zirytować szeryfa. Jednak ku zaskoczeniu człowieka nie potrafił się na nią zezłościć pomimo szczątkowych odpowiedzi

– Mogę wiedzieć skąd miałem wrócić? – kontynuował ciężki do ogarnięcia dialog

– Stamtąd. – wskazała swoją delikatną, nietkniętą dłonią stodołę, w której policja znalazła ciało dziewczynki. Popatrzyła na niego ze zdziwieniem. – Nie umiesz rozmawiać i – przeciągnęła i” przez dłuższy czas starając się znaleźć w głowie odpowiednie określenie – prowadzić ten pojazd równocześnie?

MEDIUM: MROCZNY PASAŻER, ROZDZIAŁ IV – CZĘŚĆ V

Przeczołgał się na zewnątrz desperacko próbując chwycić się świeżego powietrza jak topielec oglądający ostatnie minuty przebijającego się światła przez kolejne warstwy wody. Na końcu zwymiotował na suchą trawę. Dopiero wtedy organizm powoli wrócił do świata żywych. Nie mógł zrozumieć zachowania własnego ciała. Jakby odbyte lata przepadły wraz z doświadczeniem i teraz musiał się uczyć wszystkiego na nowo.

Ułożył się na plecach. Był zmęczony, obolały. Leciał z niego śmierdzący pot. Pomimo tego poczuł ulgę. Był onieśmielony zdobytą wiedzą pokracznie przekazaną mu przez podświadomość. Wiedział już, że szuka mężczyzny. Wciąż jednak słowa mrocznego pomiotu budziły w nim wątpliwości. Były nasączone prawdą. Zgubną, irracjonalną, a przede wszystkim gorzką jak przegryzione ziarenko pieprzu.

Leżąc tak jeszcze przez chwilę patrzył jak popołudniowe niebo praży wszystkich równomiernie. Nie było lepszych czy gorszych. Wszyscy po równo topili się w tym cholernym, letnim słońcu. Nadludzkim wysiłkiem uniósł tors znad ziemi. Przeczołgał się do nagrzanego samochodu. Nadal był przesiąknięty zmęczeniem. Spojrzał na bezwzględny zegarek, który właśnie dzisiaj stukał wskazówkami najgłośniej. Był irytujący, ale również piekielne dokładny.

– Niech to szlag! – jęknął na bezwzględnego władcę czasu

Za czternaście minut wybije w tej małej, irytującej zabawce dziewiętnasta. Obiecał, że będzie gotowy na kolację. Nie chciał, naprawdę nie potrafił znaleźć żadnego wytłumaczenia, by odpuścić teraz śledztwo na cały wieczór i noc. Dopiero, gdy spojrzał na swoje odbicie w lusterku dostrzegł blado-siną twarz. Usta mi nie drgnęły, ale szorstki umysł natychmiast podsunął mu obraz ćpuna na odwyku. Wyglądał przerażająco. Pomyślał, że właśnie tak podle musi się czuć alkoholik wracający do nałogu. Wszystko w imię chorej sprawiedliwości, którą ubzdurał sobie szeryf jakoby życie dziecka było ważniejsze niż jakiejkolwiek innej, dorosłej ofiary. Miał kolejny powód, by nienawidzić siebie.

*********

Z całą pewnością nie uda mi się podtrzymać tempa publikacji kolejnych części Medium. Zatem Mroczny Pasażer będzie się ukazywał w różnych dniach i momentach na stronie. Prace nad książką są zdecydowanie ważniejsze. Więc do zobaczenia w nieokreślonym czasie!

MEDIUM: MROCZNY PASAŻER, ROZDZIAŁ IV – CZĘŚĆ IV

– O twojej śmierci. – kilka niewypowiedzianych epitetów na pograniczu dobrego smaku przebiegły po języku

– Właśnie tak! – rozłożył ręce na bok śmiejąc się podniośle. Podskoczył z radości obracając się dookoła siebie – Śmielej. Więcej!

– Za wszystkie lata spędzone na pożeraniu własnej duszy śnię o zamordowaniu ciebie. – gniew narastał gwałtownie co idealnie było słychać w głosie policjanta

– Jak? – zatrzymał się, a jego ton wypowiedzi stał się szorstki podrażniając zmysł słuchu -Jakbyś to zrobił mając okazję? – obliznął drętwe wargi długim, wężowym jęzorem – Tak jak ja zabijałem twoimi gołymi rękoma niewinnych ludzi, by potem stworzyć z nich dzieła sztuki? Właśnie tak chciałbyś to uczynić? Poczuć pod palcami jak wierzgające życie uchodzi w niebyt?

– Z rozkoszą. – odrzekł ponuro zaciskając pięści

– To czemu tego nie zrobisz? Na co czekasz? Marzenia same nie przychodzą. Trzeba je sięgać, zdobywać, by na końcu je ubezwłasnowolnić i zdeptać na miazgę!

Nastała niewygodna cisza gęsta jak mleko unoszące się w powietrzu. Mężczyzna ledwo się kontrolował, by nie wybuchnąć. Jego własne mięśnie wypychały go do działania. Naprężały się tworząc smukłą zbroję niemalże ze stali. Faktycznie serce biło jak oszalałe lecz nie ze strachu. Wybijało rytm do uderzenia, które z biegiem czasu nie nastąpiło.

– Nie możesz. Nie teraz przynajmniej. – demon nawet nie drgnął od momentu, w którym się zatrzymał – Chcesz dopaść czarnoksiężnika, który być może niekoniecznie zamordował małą dziewczynkę. Jestem ci potrzebny nawet jeśli w konsekwencji stracisz rozum. Ta dziwna sprawiedliwość od zawsze mnie intrygowała. Ale jest coś jeszcze. – na chwilę jego głos się załamał patrząc przez ten czas przez własne ramię. Alex podążył za spojrzeniem, ale nie dostrzegł niczego niepokojącego w czarnej plamie – On jest inny niż ci się wydaje.

Zanim szeryf zapragnął włożyć więcej wysiłku do nikczemnego dialogu, mroczny pasażer objął go zaskakująco. Po chwili, która nie trwała zbyt długo eksplodował wyrzucając w powietrze tysiące małych kawałków, które następnie zmieniły się w miniaturowe ptaszyska. Uderzyły ze trzy razy skrzydłami, by w akompaniamencie charakterystycznych dźwięków krakania rozpłynąć się na tle coraz mocniej zamazanego tła.

Poczuł uderzenie serca. Tego prawdziwego. Niemal nie zwaliło go z nóg. Ponownie został zaskoczony nietuzinkowym zakończeniem wizji. Kolejny wstrząs poruszył drugim światem. Wciąż będąc na granicy świadomości między wymiarami widział rozpadający się obraz zbrodni. Mężczyzna w akcie desperacji bił martwe ciało dziewczynki klnąc na znane tylko jemu demony. Cała przestrzeń drgała, a solidne kawałki otoczenia odpadały od większej całości.

To właśnie w tych krótkich momentach, gdy uderzały o niewidzialną posadzkę iskry unosiły do góry kolejne symbole szaleństwa. Dostrzegł w jednym momencie cmentarz i odkopany grób chłopca, by chwilę potem oglądać błyskawice tnące mroczne niebo. Ostatni, potężny grzmot wyrwał go ostatecznie z halucynacji. Skołowany upadł na ziemię. Przez ciało przetoczył się nieposkromiony ból. Kończyny drżały w szybkim tempie. Minęła chwila zanim ogarnął umysłem otaczające go miejsce. Rozpadająca się stodoła były mniejsza niż kiedykolwiek.

MEDIUM: MROCZNY PASAŻER, ROZDZIAŁ IV – CZĘŚĆ III

Będąc stosunkowo blisko akcji po raz pierwszy dziewczynka zauważyła przybysza. Obdarzyła go przy tym wymownym spojrzeniem jakby pytała retorycznie jak śmiał w ogóle przeszkadzać im w tej intymnej chwili. Poczuł druzgocącą siłę, która odepchnęła go na kilka dobrych metrów. Uderzenie powaliło go. Starając się podnieść ciało z ziemi kątem oka wciąż obserwował niecodzienne przedstawienie. Rossie wykrwawiała się, a zrozpaczony mężczyzna nabierał ludzkich kształtów.

W końcu potok krwi zakończył się teatralnym upadkiem zimnego ciała. Wtedy też kajdany, które więziły kierowcę zniknęły. Podszedł zrozpaczony do martwego dziecka. Zaczął szlochać coraz mocniej uderzając ją pięściami. Chciał ją tym sposobem przywrócić do życia. Pragnął wpompować krew w jej ciało nabierając garściami ciecz i podlewając poszczególne członki. Bez skutecznie.

Z chwilą, gdy Alex nabierał pewnym podejrzeń co do intencji przekazu cały widok przysłonił mu cień bez ludzkich kształtów. Następnie dwa ślepia pojawiły się na kotarze bezkresnej czerni. Niepokój zakradł się pod skórę byłego detektywa. Zrozumiał szybko, że w końcu stanął twarzą w twarz z tajemniczą istotą zamieszkującą zakamarki jego duszy. Nie odwrócił wzroku. Wpatrywał się grając odważnego herosa z legend oraz mitów.

– I oto ja, biały koń… a za mną idzie piekło. – dudniący, nienaturalny głos rozległ się w głowie Alexa. Nie widział na czarnej płachcie ust, ale wyraźnie wyczuł, że istota uśmiecha się szyderczo. Zdał sobie szybko sprawę, że rzuciła niezbyt pochopnie mistycznie brzmiące zdanie, by przetestować go. – Nareszcie spotykamy się. Witaj upadły kroczący w mroku wymiocin własnego sumienia. Dzień dobry tragarzu niebios co na swych barkach dźwiga ciężar ich grzechów! Kłaniam się biały koniu, bo za tobą idzie piekło. Ciągnie się jak smród rozkładających się ciał.

–  Kim jesteś? – odrzekł na spokojnie ignorując przygotowany skrupulatnie spektakl

– Och… – jego głos coraz bardziej nabierał ludzkiego brzmienia – Zasmucasz mnie. Tyle lat żyjemy razem pod jednym dachem. Jesteś głównym aktorem przedstawienia, a ja towarzyszę tobie w cieniach twej zadumy. Jestem bękartem twoich sukcesów!

Rozłożona płachta zaczęła się kumulować w jedną, zbitą masę. Jedynie białe ślepia pozostawały na swoim miejscu. Kończyny kształtowały się, gdy struktura przyszłego ciała puchła tworząc pęcherze, które następnie pękały, by ostatecznie wybuchnąć jak przy wrzącej wodzie. Ręce były dłuższe niż u człowieka z łatwością sięgające kolan. Dłonie posiadały długie, szpiczaste palce. Korpus był smukły, dobrze napięty na solidnie wyglądających mięśniach.

Gdy wyprostował się był przynajmniej o dwie głowy wyższy niż dość wysoki Aleksander. Przypominał szczupłego olbrzyma karykaturalnie trzymającego pion na swoich cienkich nóżkach. Dopiero wtedy szeryf zauważył kryształowo białe uzębienie wyróżniające się na tle nasyconej czerni.

Człowiek cofnął się na dwa kroki przyjmując postawę obronną. Stwór odziany tylko w matowy cień bez problemu zauważył wątpliwości kłębiące się w głowie Crana. Pochylił się, by znów jego oczy były na wysokości rozmówcy. Uśmiechnął się raz jeszcze ukazując niemal wszystkie czterdzieści cztery zębiska. Następnie zaczął gwałtownie się kurczyć wijąc się z wyraźnym bólem. Gdy skończył jego ciało było prawie idealnym odwzorowaniem Alexa jakby był jego własnym cieniem.

– O czym teraz myślisz? Jaka szalona iskra kołacze ci w głowie? – stwór skrócił dystans. Już tylko centymetry dzieliły ich od siebie. – Słyszę tupot twojego serca. Stwarzasz pozory człowieczeństwa, ale własne ciało w małych detalach zdradza sekret drzemiący pośrodku krwi i mięśni. Zdejmij maskę pozorów. Odpowiedz szczerze o czym tak naprawdę myślisz.

1 2 3 4 5