×
Menu

Darthmagik

Magiczne drzwi do mrocznego świata wyobraźni

Home

Medium: Mroczny pasażer, Prolog – część II

Widząc pakunek mężczyzna wstał jakby rażony prądem. Włoski na ciele stanęły dęba, a on sam nie mógł złapać oddechu. Kompletnie zaniemówił i zanim zdążył cokolwiek zrobić zauważył skąpany w półcieniu płynny ruch wyciąganej spluwy. Zesztywniałe ciało odmówiło posłuszeństwa. Łzy popłynęły tuż po tym jak zimna stal dotknęła czoła. W chwili, gdy grzmot zagłuszył sumienie padł strzał, a policjant runął na deski anonimowego posterunku. Crane odwrócił się w stronę ściany jakby wypatrzył kogoś jeszcze. Wycelował przed siebie i z karykaturalnym uśmiechem na szalonej twarzy rzekł ponuro zanim ponownie pociągnął za spust.
– Na ciebie Crane również przyjdzie czas.
Wystrzał z pistoletu płynnie przeszedł metamorfozę w nieznośne dudnienie, które z czasem stawało się wyraziste. Crane otworzył oczy i zduszany oparł się na łóżku. Jego spocone, odrętwiałe ciało nie potrafiło się zmusić do odebrania telefonu. Po dłuższej chwili połączenie zostało przerwane. Obok niego leżała ponętna blondynka o długich nogach, bibliotekarka Susan Thorton. Przebudziła się i spojrzała na siedzącego już na skraju łóżka mężczyznę.
– Nie odbierzesz? – łagodny głos kobiety z mizernym skutkiem doszedł do świadomości Aleksandra. Dopiero gdy powtórzyła pytanie bardziej stanowczo jej partner zauważył, że ona również się obudziła. Westchnął zniesmaczony całą sytuacją, w której ją postawił przez nieodebranie irytującego telefonu.
– Przepraszam, że ciebie obudziłem. – wydusił siebie z wielką dezaprobatą w głosie

– Znowu ten sam sen? – odpowiedziała delikatnie
– Koszmar. – sprostował bezdusznie, by po chwili połknąć dwie tabletki przeciwbólowe – Znowu przyniosłem ucięte głowy na ten cholerny posterunek. – położył się tuż obok niej patrząc się w wybrany punkt na suficie
Kolejny raz zabuczał telefon wibrując po blacie niewielkiej szafki nocnej. Alex zerknął niechętnie na świecący błękitnym blaskiem ekran telefonu i zobaczył znany mu numer. Szybko przeskoczył spojrzeniem na wiszący zegar na ścianie. Było równe trzy minuty po drugiej w nocy. Przetarł wilgotne czoło rozmyślając przez chwilę czemu jego zastępca dzwoni o tak później porze.
Zanim sięgnął po telefon połączenie znowu zostało przerwane. Szybkim ruchem odblokował urządzenie. Wtedy dostrzegł w spisie nieodebranych połączeń cztery próby Jacka. Odwrócił się do Susan i wybrał odpowiedni numer. Trzy głuche sygnały zostały przerwane przez zdenerwowany głos zastępcy szeryfa. Warto w tym miejscu wspomnieć, że zgodnie z radą Browna detektyw przyjął posadę w Duran Creek jako miejscowy szeryf z dala od wielkiej metropolii Heaven City ponad pół roku temu.
– Mógłbyś powtórzyć? – kobieta z każdą następną chwilą obserwowała swojego faceta coraz uważniej zauważając zmieniający się wyraz jego twarzy. Jakby przy technice poklatkowej zanikało zmęczenie po realistycznym koszmarze, by jednocześnie ustąpić miejsca skupieniu i powadze. Wstał z łóżka kompletnie ignorując kochankę i zwinnymi ruchami zaczął ubierać się wciąż wysłuchując nerwowej relacji swego podopiecznego. – W porządku. Wystarczy Jack. – uciął nerwowy monolog – Będę za piętnaście minut.
Odłożył telefon, spojrzał ponuro na dziewczynę. Ona machnęła tylko dłonią i będąc szczerą nie wyraziła żadnych przeciwwskazań. Nie dopytywała co się właściwie stało. Nie chciała wiedzieć, tym bardziej, że Aleksander i tak by jej nie powiedział, by nie zadręczać ją pracą policjanta. Chociaż odkąd zjawił się w małym miasteczku to największym wykroczeniem było jedno nieśmiałe pobicie, kilkanaście mandatów za przekroczenie prędkości oraz graffiti namalowane na bocznej ścianie posterunku.
Ucałował ją do snu i sam wyszedł przed dom. Jeszcze na odchodne odwrócił się i spojrzał na zapalone światło w sypialni, które po chwili zgasło. Zanim wsiadł do samochodu oparł się o drzwi. Był poruszony wstępnymi informacjami jakie uzyskał od Jacka. Poniekąd znając swoją przeszłość był wystraszony. W zakamarkach smętnego umysłu szukał luk w pamięci z ostatnich dwóch tygodni. Problem w tym, że nie mógł znaleźć czegokolwiek podejrzanego. Wsiadł do wozu i odpalił samochód z tylko jedną nadzieją, bardzo egoistyczną – żeby to tylko nie był on.