×
Menu

Darthmagik

Magiczne drzwi do mrocznego świata wyobraźni

Home

Medium: Mroczny pasażer, Rozdział I – część I

Wskazówka odmierzająca sekundy uderzała w czasie jazdy o wiele za wolno niż miała to w zwyczaju. Podróż chociaż zajęła tylko kwadrans dla obecnego szeryfa Duran Creek trwała zbyt długo. Ociężała cisza śmierdziała dymem papierosowym unoszącym się w powietrzu. Duszna sierpniowa noc chwytała za gardło. Rozświetleni stróże posępnego nieba zerkali ostrożnie na samochód kierujący się na obrzeża niewielkiego miasteczka.
Zjeżdżając z głównej drogi widać było w oddali osamotnioną stodołę na polu dziko rosnącej kukurydzy. Zbliżając się do celu Aleksander zauważył znajome twarze wypatrujące go z oddali. Czterech mężczyzn ze spuszczonymi głowami snuło się bez większego celu. Każdy poważny niepewnie stąpający po ziemi. Były detektyw zgasił samochód, wypalił drugiego papierosa i ruszył w ich stronę.
Jack Rubin, jego zastępca podbiegł do niego. Wyskoczył jak z procy podświadomie ciesząc się, że oddala się chociaż na chwilę z miejsca zbrodni. Kilka zbitych desek porzuconych przez dawnych właścicieli dzieliło żywych i martwych. Dosłownie, bo właśnie w środku leżało dzieło demona w ludzkiej skórze.
– Dobra Jack, opowiedz jeszcze raz. – stłumił niepewność i pewnym tonem wydał rozkaz idąc powoli w stronę wejścia – Od początku.
– Parę minut po północy Joshua odebrał na nocnej zmianie telefon. – obaj pomyśleli dokładnie to samo. Pewnie banda znudzonych dzieciaków dzwoni na numer ratunkowy, by się zabawić – Męski głos powiedział, że w opuszczonej stodole widzi słup światła. Po czym odłożył słuchawkę. Chłopcy zbagatelizowali to, bo kto by inaczej postąpił? Po kilku minutach znów ktoś zadzwonił. Ten sam głos rzekł, że widzi ten cholerny słup światła. Carter, który odebrał drugie połączenie zbył człowieka. Po czasie stwierdzili jednak, że się nudzą i sprawdzą pomimo wszystko teren. Obaj byli zdziwieni, gdy jadąc w tym kierunku zauważyli światło dobiegające ze stodoły. Dasz wiarę? Ktoś przyniósł reflektor i podłączył go do przenośnego agregatora.
– Ok, ale do rzeczy. – Jack przyspieszył kroku i stanął przed swoim przełożonym
– Wiem, że pracowałeś w wydziale zabójstw w wielkim mieście, ale… – przyłożył dłoń do swoich ust i przejechał palcami w dół szczęki nie ukrywając swojego przerażenia – Widok jest zatrważający. – Aleksander położył rękę na ramieniu policjanta i wyminął nieszczęśnika zostawiając go samego z jego demonicznymi obrazami, które zdążył zapamiętać z miejsca zbrodni
– Dobry Jezu… – westchnął nie dowierzając własnym zmysłom. Na kupce zgniłego siana leżało ciało dziewczynki.