×
Menu

Darthmagik

Magiczne drzwi do mrocznego świata wyobraźni

Home

MEDIUM: MROCZNY PASAŻER, ROZDZIAŁ III – CZĘŚĆ II

Jadąc długą, falistą drogą do rezerwatu były detektyw nie czuł się komfortowo wciąż na nowo próbując odtworzyć psychodeliczną scenę. Próbował z całych sił przypomnieć każdą sentencję jaką kiedykolwiek usłyszał od Bena. Jego zmarły przyjaciel był specjalistą od okultyzmu. Był przekonany, że jego towarzysz mógł o tym fenomenie wspomnieć, ale w swojej dziurawej pamięci nie potrafił znaleźć opisu wejścia do wizji bez charakterystycznych jego cech. Więc tak naprawdę pytanie, które żądliło jego podatny umysł brzmiało dość banalnie, ale ewentualna odpowiedź przerażała – co właściwie się stało w toalecie?

– To cię trapi. Czuję to jak strach ogarnia twoje całe ciało.

– Clarkson? – na przednim siedzeniu pasażera siedział jego przyjaciel z raną postrzałową w głowie. Przewidzenie, bo tak to sobie w tamtej chwili tłumaczył, zerkało na niego za każdym razem unosząc brwi do góry.

Alex ze stresu wyhamował gwałtownie tracąc na chwilę kontrolę nad pojazdem. Wypadł z trasy, obrócił się dookoła poziomej linii na suchym, pustynnym piasku i zatrzymał się kilka metrów od asfaltowej drogi. Tylko tym razem szok nie podziałał. Rozkładający się trup wciąż gościł w samochodzie. Skręcił głową w kierunku wystraszonego kierowcy.

– Czemu się boisz? Nigdy się nie bałeś. Nigdy tak naprawdę nie dałeś sobie pomóc. Więc co się zmieniło? Skąd nagle tyle emocji gotujących się we wrzątku? Jeszcze trochę i rzeczywiście będziesz parował intensywnie z uszu. – tonacja wypowiedzi była lekka, trochę naganna zważywszy na sytuację, w której się znaleźli

– Skończ tę zabawę. Czego chcesz ode mnie? – warknął groźnie akcentując każdą sylabę

– Aleksandrze Cranie masz coś co do mnie należy i chcę to odzyskać. – oziębłość wypowiedzi była tak perfidna i mało subtelna, że przez moment bohater poczuł dreszcz zsuwający się mu po karku w dół pleców

– Słucham? Że co?

Karykaturalnie uśmiechnięty truposz zrobił się poważny. Wyprostował się wyginając ciało nienaturalnie do tyłu. I jednym zamaszystym ruchem sięgnął prawią dłonią napiętej szyi policjanta. Ścisnął tak mocno, że ofiara nie miała siły się bronić. Wtedy spojrzał w wystraszone, szkliste oczy i rzekł grubym, władczym głosem.

– I oddasz mi to chociażbyś miał stracić przy tym życie!

W następstwie tych słów uderzył człowieka o zamknięte drzwi od strony kierowcy. Gdy Crane odzyskał panowanie nad sytuacją zjawy już nie było. Siedział zdezorientowany. Pot spływał mu z czoła jakby dopiero co wyszedł spod prysznica. Paliło go gardło, a mięśnie wokół szyi krzyczały z bólu. Przez pierwszych kilka minut nie mógł wypowiedzieć żadnego słowa. W końcu otworzył drzwi i wybiegł z samochodu. Po chwili potknął się o wystający kamień i upadł na na kolana. Odpychając się niezgrabnie od powierzchni przepełznął dobre kilka metrów zanim zwymiotował.

– Co się ze mną dzieje? Cholera jasna! – odszedł na trzy kroki od wielkiej, śmierdzącej kałuży i runął zmęczony na ziemię. Słońce już o tej porze dokuczało. Było grubo powyżej trzydziestu stopni chociaż do południa zostały jeszcze ponad dwie godziny. Próbował złapać oddech.

Gdy czerwony piasek porządnie się nagrzał i zaczął go soczyście podpiekać wstał niechętnie. Z trudem doczołgał się do wozu, zamknął drzwi i włączył klimatyzację. Dopiero strumień zimnego powietrza sprawiło, że powoli odzyskiwał psychiczną równowagę. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów. Trzęsącą się dłonią próbował podpalić fajkę, ale nie mógł utrzymać zapalniczki w jednym miejscu. Zdenerwowany na swoją dekoncentrację cisnął do tyłu całe oprzyrządowanie.

– Co się ze mną dzieje? – rzucił puste pytanie, które pozostało bez odpowiedzi

najnowszy najstarszy
Powiadom o
Kathy Leonia
Gość

kurcze ja bym nie umiała ze zjawami walczyć xd bym dostała zawału:D