MEDIUM: MROCZNY PASAŻER, ROZDZIAŁ IV – CZĘŚĆ III

Będąc stosunkowo blisko akcji po raz pierwszy dziewczynka zauważyła przybysza. Obdarzyła go przy tym wymownym spojrzeniem jakby pytała retorycznie jak śmiał w ogóle przeszkadzać im w tej intymnej chwili. Poczuł druzgocącą siłę, która odepchnęła go na kilka dobrych metrów. Uderzenie powaliło go. Starając się podnieść ciało z ziemi kątem oka wciąż obserwował niecodzienne przedstawienie. Rossie wykrwawiała się, a zrozpaczony mężczyzna nabierał ludzkich kształtów.

W końcu potok krwi zakończył się teatralnym upadkiem zimnego ciała. Wtedy też kajdany, które więziły kierowcę zniknęły. Podszedł zrozpaczony do martwego dziecka. Zaczął szlochać coraz mocniej uderzając ją pięściami. Chciał ją tym sposobem przywrócić do życia. Pragnął wpompować krew w jej ciało nabierając garściami ciecz i podlewając poszczególne członki. Bez skutecznie.

Z chwilą, gdy Alex nabierał pewnym podejrzeń co do intencji przekazu cały widok przysłonił mu cień bez ludzkich kształtów. Następnie dwa ślepia pojawiły się na kotarze bezkresnej czerni. Niepokój zakradł się pod skórę byłego detektywa. Zrozumiał szybko, że w końcu stanął twarzą w twarz z tajemniczą istotą zamieszkującą zakamarki jego duszy. Nie odwrócił wzroku. Wpatrywał się grając odważnego herosa z legend oraz mitów.

– I oto ja, biały koń… a za mną idzie piekło. – dudniący, nienaturalny głos rozległ się w głowie Alexa. Nie widział na czarnej płachcie ust, ale wyraźnie wyczuł, że istota uśmiecha się szyderczo. Zdał sobie szybko sprawę, że rzuciła niezbyt pochopnie mistycznie brzmiące zdanie, by przetestować go. – Nareszcie spotykamy się. Witaj upadły kroczący w mroku wymiocin własnego sumienia. Dzień dobry tragarzu niebios co na swych barkach dźwiga ciężar ich grzechów! Kłaniam się biały koniu, bo za tobą idzie piekło. Ciągnie się jak smród rozkładających się ciał.

–  Kim jesteś? – odrzekł na spokojnie ignorując przygotowany skrupulatnie spektakl

– Och… – jego głos coraz bardziej nabierał ludzkiego brzmienia – Zasmucasz mnie. Tyle lat żyjemy razem pod jednym dachem. Jesteś głównym aktorem przedstawienia, a ja towarzyszę tobie w cieniach twej zadumy. Jestem bękartem twoich sukcesów!

Rozłożona płachta zaczęła się kumulować w jedną, zbitą masę. Jedynie białe ślepia pozostawały na swoim miejscu. Kończyny kształtowały się, gdy struktura przyszłego ciała puchła tworząc pęcherze, które następnie pękały, by ostatecznie wybuchnąć jak przy wrzącej wodzie. Ręce były dłuższe niż u człowieka z łatwością sięgające kolan. Dłonie posiadały długie, szpiczaste palce. Korpus był smukły, dobrze napięty na solidnie wyglądających mięśniach.

Gdy wyprostował się był przynajmniej o dwie głowy wyższy niż dość wysoki Aleksander. Przypominał szczupłego olbrzyma karykaturalnie trzymającego pion na swoich cienkich nóżkach. Dopiero wtedy szeryf zauważył kryształowo białe uzębienie wyróżniające się na tle nasyconej czerni.

Człowiek cofnął się na dwa kroki przyjmując postawę obronną. Stwór odziany tylko w matowy cień bez problemu zauważył wątpliwości kłębiące się w głowie Crana. Pochylił się, by znów jego oczy były na wysokości rozmówcy. Uśmiechnął się raz jeszcze ukazując niemal wszystkie czterdzieści cztery zębiska. Następnie zaczął gwałtownie się kurczyć wijąc się z wyraźnym bólem. Gdy skończył jego ciało było prawie idealnym odwzorowaniem Alexa jakby był jego własnym cieniem.

– O czym teraz myślisz? Jaka szalona iskra kołacze ci w głowie? – stwór skrócił dystans. Już tylko centymetry dzieliły ich od siebie. – Słyszę tupot twojego serca. Stwarzasz pozory człowieczeństwa, ale własne ciało w małych detalach zdradza sekret drzemiący pośrodku krwi i mięśni. Zdejmij maskę pozorów. Odpowiedz szczerze o czym tak naprawdę myślisz.

najnowszy najstarszy
Powiadom o
Kathy Leonia
Gość

ja nie mam siły na czytanie.. jutro czytnę… . 12 godz wczoraj i dziś zabrało mi oczy ;p