MEDIUM: MROCZNY PASAŻER, ROZDZIAŁ IV – CZĘŚĆ IV

– O twojej śmierci. – kilka niewypowiedzianych epitetów na pograniczu dobrego smaku przebiegły po języku

– Właśnie tak! – rozłożył ręce na bok śmiejąc się podniośle. Podskoczył z radości obracając się dookoła siebie – Śmielej. Więcej!

– Za wszystkie lata spędzone na pożeraniu własnej duszy śnię o zamordowaniu ciebie. – gniew narastał gwałtownie co idealnie było słychać w głosie policjanta

– Jak? – zatrzymał się, a jego ton wypowiedzi stał się szorstki podrażniając zmysł słuchu -Jakbyś to zrobił mając okazję? – obliznął drętwe wargi długim, wężowym jęzorem – Tak jak ja zabijałem twoimi gołymi rękoma niewinnych ludzi, by potem stworzyć z nich dzieła sztuki? Właśnie tak chciałbyś to uczynić? Poczuć pod palcami jak wierzgające życie uchodzi w niebyt?

– Z rozkoszą. – odrzekł ponuro zaciskając pięści

– To czemu tego nie zrobisz? Na co czekasz? Marzenia same nie przychodzą. Trzeba je sięgać, zdobywać, by na końcu je ubezwłasnowolnić i zdeptać na miazgę!

Nastała niewygodna cisza gęsta jak mleko unoszące się w powietrzu. Mężczyzna ledwo się kontrolował, by nie wybuchnąć. Jego własne mięśnie wypychały go do działania. Naprężały się tworząc smukłą zbroję niemalże ze stali. Faktycznie serce biło jak oszalałe lecz nie ze strachu. Wybijało rytm do uderzenia, które z biegiem czasu nie nastąpiło.

– Nie możesz. Nie teraz przynajmniej. – demon nawet nie drgnął od momentu, w którym się zatrzymał – Chcesz dopaść czarnoksiężnika, który być może niekoniecznie zamordował małą dziewczynkę. Jestem ci potrzebny nawet jeśli w konsekwencji stracisz rozum. Ta dziwna sprawiedliwość od zawsze mnie intrygowała. Ale jest coś jeszcze. – na chwilę jego głos się załamał patrząc przez ten czas przez własne ramię. Alex podążył za spojrzeniem, ale nie dostrzegł niczego niepokojącego w czarnej plamie – On jest inny niż ci się wydaje.

Zanim szeryf zapragnął włożyć więcej wysiłku do nikczemnego dialogu, mroczny pasażer objął go zaskakująco. Po chwili, która nie trwała zbyt długo eksplodował wyrzucając w powietrze tysiące małych kawałków, które następnie zmieniły się w miniaturowe ptaszyska. Uderzyły ze trzy razy skrzydłami, by w akompaniamencie charakterystycznych dźwięków krakania rozpłynąć się na tle coraz mocniej zamazanego tła.

Poczuł uderzenie serca. Tego prawdziwego. Niemal nie zwaliło go z nóg. Ponownie został zaskoczony nietuzinkowym zakończeniem wizji. Kolejny wstrząs poruszył drugim światem. Wciąż będąc na granicy świadomości między wymiarami widział rozpadający się obraz zbrodni. Mężczyzna w akcie desperacji bił martwe ciało dziewczynki klnąc na znane tylko jemu demony. Cała przestrzeń drgała, a solidne kawałki otoczenia odpadały od większej całości.

To właśnie w tych krótkich momentach, gdy uderzały o niewidzialną posadzkę iskry unosiły do góry kolejne symbole szaleństwa. Dostrzegł w jednym momencie cmentarz i odkopany grób chłopca, by chwilę potem oglądać błyskawice tnące mroczne niebo. Ostatni, potężny grzmot wyrwał go ostatecznie z halucynacji. Skołowany upadł na ziemię. Przez ciało przetoczył się nieposkromiony ból. Kończyny drżały w szybkim tempie. Minęła chwila zanim ogarnął umysłem otaczające go miejsce. Rozpadająca się stodoła były mniejsza niż kiedykolwiek.