Medium: Mroczny pasażer, Rozdział II – część I

Aleksander Crane kazał wezwać pozostałych policjantów z posterunku policji, by zabezpieczyć miejsce. Liczył, trochę naiwnie, że morderca popełnił błąd i zostawił jakieś ślady. Sam wyszedł z prosektorium i opierając się o trochę rozgrzaną ścianę wyciągnął fajkę. Zastanawiał się, pomiędzy kłębami dymu, jak niezauważony z samego rana człowiek mógł wynieść zwłoki dziewczynki i jeszcze spacyfikować dorosłego faceta z bronią. Nie wierzył bowiem, że Duncan byłby zdolny do takiego czyny, tym bardziej, że pulsowało w nim uczucie podobne do instynktu, gdy doświadczał wizji, że to nie mógł być to jego zaufany człowiek.
Spacerując bezmyślnie wzrokiem po kolejnych budynkach ustawionych bardzo ciasno przy głównej ulicy odwiedzał leniwie w swoich pierwszych wspomnieniach miejsca, gdy pierwszy raz zjawił się do tego małego miasteczka. Nie mógł uwierzyć, że przyjął tę jakby nie patrzeć degradację z ulgą. Sprawa Mistrza Marionetek i konsekwencje, z którymi teraz musi żyć na co dzień odcisnęły na nim zbyt duże piętno. Nie był już taki zdystansowany do świata.
Wypalił z niechęcią papierosa, a końcówkę wyrzucił do śmietnika. W drodze do samochodu coś iskrzyło w głowie. Jakby dwa atomy zdarzały się nieustannie w próżni. Rodziła się myśl, której jeszcze nie mógł odgadnąć. Było to podobne uczucie do słowa na końcu języka. Gdzieś w mrokach czaiła się odpowiedź, której nie mógł dosięgnąć ze względu na prawa rządzące światem. Zagubiony w tym odczuciu usiadł wygodnie na siedzeniu. Obserwował znikomy ruch na chodniku. Trochę się zdziwił, że o tej porze ludzie jeszcze nie wyszli z domów.
Odpalił wóz i ruszył w nieznanym kierunku. Nawet on nie wiedział gdzie właściwie powinien się udać. Wciąż pukała w tył głowy idea. Drażniła go brakiem subtelności. Niespokojność przerodziła się w denerwujące swędzenie karku co potem okazało się po prostu kilkoma kroplami potu. Wjeżdżając na główną ulicę zaczął niepokoić się jeszcze bardziej. Poczuł drętwienie dłoni podobne do pierwszych symptomów zawału. Jednak w tym wypadku to prawa ręka była bardziej uszczypliwa.
Nie zważając na otoczenie zaczął się przyglądać uważniej. Dopiero krzyk kobiety spowodował, że w ostatniej chwili zdążył wyhamować tuż przed pasami. Wystraszona starsza pani błyskawicznie rozpoznała samochód. Podeszła bliżej z matczynym wyrazem twarzy.
-Wszystko w porządku szeryfie?
-Przepraszam. Po prostu się zamyśliłem. Nic pani nie jest?
-Nic się nie stało, ale nie chyba tylko pan się zamyślił dzisiaj.
-Słucham?
-Sebastian nie otworzył jeszcze baru. – Alex przechylił głowę w prawą stronę, by zobaczyć wielki szyld z zielono-żółtym napisem „Mała Australia”. – A ja tak lubię tu przychodzić na śniadanie. Lubię sobie powspominać moje dzieciństwo spędzone w Sydney.
-A ja zawsze się zastanawiałem skąd kojarzę ten charakterystyczny akcent.
-Wystarczyło się zapytać. – rzekła pogodnie
-Właściwie czemu Sebastian nie otworzył?
-Nie wiem. Zostawił tylko enigmatyczną kartkę na drzwiach, że toaleta nie działa. Tylko czemu musiał od razu zamykać lokal?
-Toaleta nie działa?
-No tak. Na pewno wszystko w porządku? – zapytała widząc strapienie na twarzy mężczyzny, gdy kiełkująca intuicja tak mocno zaczęła wdzierać się w jego umysł, że zakłócała racjonalne myślenie. Nie mając już sił walczyć z tym namolnym skojarzeniem postanowił spróbować swojego szczęścia na loterii życia
-Kojarzy pani może coś takiego jak Pałac Wagabundów?
-Pałac Wagabundów? Niech pomyślę… nie, raczej nie.
-Trudno. – odrzekł zawiedziony
-Chwila! Pamiętam. Jak mogłam zapomnieć. – odezwała się żwawo – To był serial młodzieżowy z mojej młodości. Uwielbiałem film młodzieżowe. W szczególności właśnie ten serial, ponieważ nakręcili go w Australii. A czemu pytasz szeryfie?
-Bez żadnej przyczyny. Utkwiła w mojej głowie po prostu ta nazwa i nie mogłem skojarzyć skąd to znam, ale teraz już wiem. Dziękuję.
-Ależ proszę uprzejmie. Ja uciekam do domu zanim skwar na ulicy się zrobi. Wie pan, w moim wieku trzeba uważać na upalne dni. Do widzenia!