O, królu

O, królu co stoisz na wzgórzu swych porażek, przechwał i trudów. O, królu co dzierżysz w swych dłoniach rdzawy miecz zguby. O, królu o pustym spojrzeniu, o włosach marnych, sinych ustach i bordowej twarzy. O, królu, o nędzniku, widzę cię.

I widzę poetów śpiewających prozą o przyszłych kataklizmach i prozaików piszących poezję kłamstwa dnia dzisiejszego. Widzę radosnych morderców, przelęknionych klaunów. Widzę prawdomównych polityków, sprawiedliwych adwokatów, sędziów szczerych, pięknych obłudników, tępych mędrców oraz głupich myślicieli. Widzę cię.

I dostrzegam ponure kształty złotych promieni słońca. Dostrzegam wichrowe muśnięcia srogiego wietrzyska u podnóża wysokich dolin, niskich gór oraz krępych wzgórz. Maluję obrazy z prostymi rzekami, suchymi depresjami, zielonymi pustyniami i szaroburymi lasami pełnych pustki. Dostrzegam cię.

I zauważam wiarę bez wiary, imiona bez imion, nazwiska bez znaczenia, kraje bez narodu, miasta bez ludzi, rodziny bez miłości, psy bez budy. Zauważam trwogę na uśmiechu, szczerość w płaczu, przysięgę w kłamstwie, odwagę w tchórzostwie oraz serca pełne pustych frazesów. Zauważam cię.

I słyszę lament poranku i wycie wieczoru. Słyszę krzyk nocy, monolog południa, szum środka dnia oraz śmiech przy łunie krwawego księżyca. Słyszę narzekanie w pochwałach, ignorancję w akceptacji, zazdrość w gratulacjach oraz gniew w przyśpiewkach. Słyszę cię.

I czuję lodowy dotyk letniego wiatru i ciepły zryw śnieżnej zawieruchy. Czuję błogość w ciemnościach i przerażenie za dnia. Czuję burzliwą krew zmarłego, spokojny nurt wściekłej rzeki, suchość podczas ulewy i wilgotność podczas bezchmurnego momentu. Czuję cię.

O, królu co stoisz uparcie na szczycie swego jestestwa, widzę cię. O, królu o cierniowej koronie, o ubiorze z drzazg i obietnic, dostrzegam cię. O, królu bez królestwa co siedzisz na swym zmyślonym tronie, zauważam cię. O, królu szubienic co powstał z baśniowej nędzy, o wichrze co łaskocze ostre krawędzie skał wybrzeża drwin, słyszę cię. O, królu podły w swej dobroci i zuchwały w swej ponurej pozie, czuję cię.

O, królu… bracie samotności, siostro wyuzdano, matko biedy, ojcze kłamliwy, widzę, dostrzegam, zauważam, słyszę i czuję cię, bo jesteś życiem. Jesteś nieskończonością. Jesteś końcem i początkiem. Jesteś… mną.