×
Menu

Darthmagik

"za świat, który chciałbym ujrzeć"

Home

Sprawy techniczne, ogłoszenia

Game over

Zabawne, ale jutro minie równe osiem lat, gdy wydałem swoją pierwszą książkę. Nosiła prosty, symboliczny tytuł – Michael Knight. Bez żadnego zaskoczenia mroczny thriller kryminalny z elementami paranormalnymi nie okazał się wielkim sukcesem. Ciężko nazwać to wydarzenie jakimkolwiek sukcesem. Ot nic nie warta ciekawostka w innych okolicznościach nie warta wspomnienia.

Można powiedzieć, że sytuacja z MK nakreśliła charakter mojej dalszej “kariery”. Zawsze były wielkie plany, wielkie ambicje, które za każdym razem spełzały na niczym. Pomimo usilnych prób nie potrafiłem przeskoczyć muru rzeczywistości. Nie zdołałem pokonać swoich demonów, wypełnić dziury w swoim warsztacie czy też przekonać szersze grono czytelników do swojego – jak się okazało – marnego pióra.

Stąd też, w nieokrągłą rocznicę popełniam literackie samobójstwo. Może aby nie brzmieć zbyt melodramatycznie powiem, że składam broń. Po prostu się poddaję. Próbowałem wielokrotnie wzbić się na chociaż pagórek literatury tworząc mroczne, trzymające w napięciu historie. Co więcej, nawet dzisiaj uważam z czystym sumieniem, że moje dzieła są warte poznania, szczególnie ostatnie tytuły na czele z Czwartą Pieczęcią, Ostatnim Egzorcystą czy Świat Magana. Jak jednak widać, jestem osamotniony z tym osądem. Dlatego niewspółmierna, chora ambicja sprawiła, że narastała we mnie złość i frustracja, a te z kolei zatruły moją artystyczną, marzycielską duszę.

Nie widzę sensu dalszej wędrówki drogą niespełnionych marzeń, ponieważ każda kolejna porażka jedynie wzmacnia mojego wewnętrznego demona, który skutecznie wygrywa ze mną na każdym froncie mojego życia. Nie ma potrzeby koksować depresję, która i tak zbiera potężny okup każdego dnia.

Obserwując zainteresowanie, a raczej jego brak ostatnim moim wydanym tytułem doszedłem do wniosku, że czas dorosnąć i zostawić w tyle ciężar pod postacią nierealnej iluzji. Mówiąc wprost – pisanie przestało sprawiać mi przyjemność właśnie ze względu na brak realnych, namacalnych sukcesów. Jedyna rzecz, którą uwielbiałem robić i sądziłem, że jestem w tym dobry okazała się być pułapką, która mnie w konsekwencji poniekąd zniszczyła. Jak to bywa w realnym życiu tak i w tej sytuacji, nadszedł czas, aby skończyć tą toksyczną farsę. Widocznie był to związek bez przyszłości.

Na końcu chciałbym podziękować z całego mojego serca osobom, które zakupiły jakąkolwiek moją książkę i przebrnęły przez kartki spisanej tam historii. Jestem Wam dozgonnie wdzięczny.

Poza tym, jako, że dwa tytuły są niemal na ukończeniu (brakuje ostatniego szlifu i kilku poprawek) udostępnię je w tym roku. Szkoda, aby nie ujrzały światła dziennego, gdy są na tak zaawansowanym etapie. Prócz tego niczego nie kasuję – ani strony, ani fanpage’a. Dopóki te miejsca istnieją niech będą pomnikiem, że nie warto próbować spełniać każdego marzenia, które przyjdą Wam do głowy. Niektóre są jedynie ułudą naszego, zakłamanego umysłu. W końcu nie jesteśmy kowalami własnego życia, a jedynie pionkami w wielkiej grze życia i śmierci.

Jeszcze raz dziękuję tym, którzy we mnie uwierzyli. Gorąco Was pozdrawiam i nie bierzcie ze mnie przykładu. Może kiedyś wrócę, może kiedyś odbuduję most, który właśnie dzisiaj podpalam, ale jest to krucha, cienka nić. A może po prostu wrócę do pisania krótkich tekstów do metaforycznej szuflady. Kto wie jaka czeka mnie przyszłość. To tylko nikczemne życie zna odpowiedź. Na razie!

Ciąg dalszy (raczej) nie nastąpi.

2020 – 2021

Rok 2020 był dla wielu z Was pewnie jednym z najtrudniejszych okresów ze względu na obostrzenia, pandemię i całą tą chorą otoczkę. Dla mnie ten nikczemny stwór stworzony z dwunastu miesięcy był zdecydowanie najgorszym, najpodlejszym czasem jaki jestem wstanie przywołać ze swojej pamięci.

Nigdy w swoim życiu nie odniosłem tyle spektakularnych porażek, nie oberwałem z tylu stron oraz z tak bliska nie patrzyłem ciemności prosto w oczy. Dosłownie czułem jej oddech i mrożący dotyk na mojej skórze. Można powiedzieć, że stałem nad urwiskiem bezbronny jak małe dziecko. To był i nadal jest mroczny okres pełen niepewności, czerni oraz słabości. Demony, które tkwią we mnie są silniejsze niż kiedykolwiek, a natchnienie jest suche i łamliwe jak niepodlewane źdźbło trawy. Nie mam tego blasku, tej siły i pewności siebie. Drżę ze strachu nie wiedząc, która droga jest tą właściwą.

Może ze mną ciągnie się smród przegranych bitew, ponurych myśli to jednak tym razem – na przekór wszystkiemu – postaram się wybrać kilka pozytywnych chwil i pielęgnować je w swoim umyśle. Pomimo tej smutnej otoczki miały miejsce niewielkie, skromne zwycięstwa.

Największą dumą 2020 roku był dla mnie bez żadnego zwątpienia Ostatni Egzorcysta [link]. Może tytuł ten nie jest tak urokliwy, tak bogaty w detale jak Czwarta Pieczęć [link], ale jest historią kompletną i dojrzałą. Jest to dramat pełną gębą, gdzie w klimatach horroru wraz z głównym bohaterem wędrujemy po wspomnieniach i uczymy się żyć i akceptować, że śmierć jest nieunikniona. To piękna, smutna opowieść o odchodzeniu, o miłości oraz ciężarze bycia wyjątkowym. Nigdy nie zapomnę tych wykreowanych postaci, które zagościły na kartach tej urokliwej przygody. Zawsze będę miał w sercu Maksa Summerseta, Elizę Jones czy sir Archibalda Jeffreya.

Drugim budulcem, siłą, która mnie ciągnęła do brzegu i ratowała przed szalejącą burzą życia są karty i magiczne sztuczki z nimi związane. Może nie będę drugim Copperfieldem, ale uczenie się nowych sztuczek sprawia mi przyjemność. Pokazywanie znajomym odrobinę magii jest frajdą samą w sobie. I chociaż końcówka roku trochę odebrała mi chęci i przede wszystkim sił do pielęgnowania swej nowej miłości to sądzę, że w nowym roku znajdę nieco więcej czasu na niewinną zabawę.

Ostatnim pozytywnym elementem, o którym chciałbym wspomnieć i być może najważniejszą chwilą, która jak kwiat rozkwitnie na początku 2021 jest fakt ukończenia mojej największej powieści – Świat Magana: J. E. Booker. Nie bez powodu użyłem słowa “największej”, bo to zdecydowanie najobszerniejsza książka przedstawiającą alternatywną wizję świata opartą na węglu i alternatywnej jego wersji. To ogromna (porównując ją do dotychczasowych opowiadań) lektura, która nie tylko przedstawia intrygującą, kryminalną fabułę, ale to przede wszystkim zaproszenie do żywego, pełnego detali świata, który mając te same podstawy co nasza rzeczywistość wyewoluował w coś pięknego, dziwnego oraz karykaturalnego.

Mam nadzieję, że właśnie w tym miejscu – gdy wspominam o węglu – rozwiewa się tajemnica głównego zdjęcia użyta pod ten ostatni post w 2020 roku.

Więc korzystając z okazji i kilku metafor leżących pod ręką napiszę tylko jeszcze parę wersów. Niech smutki, diabły, złe omeny oraz przekleństwa zrodzone z nienawiści i nieszczęścia, które przykleiły się do naszych dusz spalą się w ogniu naszych serc tak jak spala się węgiel w ogromnych kominach ustawionych dookoła miasta W. Nie bądźmy jak bohaterowie Europy Wschodniej, którzy w Świecie Magana żyją w wiecznym mieście nocy. Sięgnijmy w stronę nieba, wskoczmy na Promenadę i oddychajmy pełną piersią.

Bądźmy uparci, odważni i bezkompromisowi niczym James Booker i tak jak on, pomimo przeciwnościom losu dążmy do wyznaczonych celów. Tego Wam i sobie życzę na ten nowy 2021 roku.

 

Nadchodzi nowe

Czwarta Pieczęć (link) to fantastyczna podróż po świecie wypełnionym po brzegi mitologią. To barwna opowieść o upadłych aniołach, nawróconym diable czy jakże inaczej, o samej Śmierci. To również historia pełna przemyśleń od poświęcenia, heroizmie czy nawet o samobójstwie i próbie odkupienia swoich win. To bez wątpienia moja najlepsza książka składająca się z nietuzinkowych postaci czy też miejscówek. To tu znajdziemy dziesiątki większych czy tez mniejszych nawiązań do wierzeń nordyckich, celtyckich, japońskich. Załapiemy się na ucztę opartą na chrześcijaństwie, o niekończącej się wojnie dobra ze złem czy chociażby folkloru irlandzkiego czy słowiańskiego. Znajdziecie tutaj wszystko, aby nazwać ten tytuł bogatym doświadczeniem.

Z kolei Ostatni Egzorcysta (link) to mała, przytulna opowieść w klimatach horroru. Nie znajdziecie tu zawiłej intrygi czy stereotypowych scen wypędzania demonów z ciał opętanych. To zupełnie inna historia. To historia o śmierci, odchodzeniu, stracie, miłości i akceptacji tego co się wydarzyło. To kameralny tytuł pełen smutku, zadumy i cierpienia. Nie zabrakło jednak zabawnych scen czy radosnych chwil. Krążąc po wspomnieniach głównego bohatera możemy dowiedzieć się o życiu, o czasie, o śmierci i samotności. To mała książeczka próbująca odpowiedzieć na kilka dużych, trudnych pytań.

Pewnie zastanawiacie się dlaczego wspominam o poprzednich książkach. Otóż człowiek jest bestią, która nieustannie musi stawiać przed sobą nowe cele, nowe szczyty. Pomimo brnięcia w magiczne rejony kart wciąż pozostaje wierny wobec swej największej miłości – literaturze. Uznałem jednocześnie, że to dobry moment, aby zasadzić w Was ziarno ciekawości.

Na początku nowego roku – sześć długich bądź nie miesięcy – pojawi się nowy tytuł. To będzie opowieść większa, bardziej rozbudowana i celująca w komentarz na temat obecnych problemów cywilizacji. Możecie być pewni, że w klimatach ciężkiego thrillera kryminalnego dziejącego się w alternatywnej historii świata, że znajdziecie krzywy obraz rzeczywistości. Będziemy mówić o rasizmie, dyskryminacji mężczyzn, o biedzie, o bogactwie, o wielkich korporacjach, a to wszystko zaserwuję w sosie magiczno-technologicznym. Oj tak, będą dziać się cuda, bo poznacie świat oparty na dwóch niby wykluczających się filarach – magii i technologii przyszłości.

Poznacie historię detektywa, który na terach byłej Warszawy będzie musiał rozwiązać najtrudniejszą sprawę w swoim życiu i ta sprawa sprawi, że jego życie nigdy nie będzie takie same. I jak zwykle przy takich zapowiedziach mam głęboką nadzieję, że po przeczytaniu tej trudnej, długiej, ale świetnej powieści Was światopogląd nieco zboczy z obranego kursu. Więcej szczegółów napiszę pod koniec roku, abyście czekali z niecierpliwieniem na najbardziej ambitną powieść jaka dotychczas powstała pod moim wirtualnym piórem.

Zostaliście ostrzeżeni.

Ostatni Egzorcysta

[link do google-play, zakup]

[link do allegro, zakup]

[link do lubimyczytać]

O to książka, która w założeniu miała być krwistym horrorem, a w konsekwencji stała się dramatem opowiadającym o śmierci, o przemijaniu, o stracie i akceptacji nieuniknionego. To melancholijna podróż przez wspomnienia tytułowego ostatniego egzorcysty pełna magii, zwątpienia i smutków, ale również i wyrazistych barw, miłości oraz wierności. 

To nie jest dobra książka, aby poprawić sobie humor po ciężkim dniu pracy. To nie lekka i frywolna opowieść o zbawieniu. Nie jest to również pełen akcji, przesiąknięty morderstwami tytuł, który ma mrozić krew w żyłach. Nie ma tam kryminalnych, skomplikowanych zagadek czy katolickich rytuałów znanych z filmów czy innych tytułów.

To anegdota pełna przemyśleń na temat życia, które nie zawsze jest usłane różami. To sąd nad samotnością, nad pokorą i ulotnością istnienia.

To bez wątpienia moja najbardziej dojrzała emocjonalnie ballada ubrana w pytania egzystencjalne, które mają skłonić każdego z Was na chwilę refleksji, bo czy tego chcemy czy też nie, każdego z nas śmierć i strata nas dopadną. O to historia Maksa Summerseta, ostatniego egzorcysty…

***

I takie małe post scriptum na koniec. Nie byłoby tej książki, gdyby nie dwie osoby, którym z całego serca dziękuję. Mojej babci i mojej siostrze. Bez was podróż Maksa nie byłaby taka sama. Dziękuję!

Ostatni Egzorcysta – zapowiedź.

Jak się musi czuć osoba opuszczona przez swoich towarzyszy? Jak podle musi smakować samotność wiedząc, że ona już nigdy nie odejdzie? Jakie myśli muszą krążyć nad głową ostatniego człowieka, który potrafi rozmawiać ze zmarłymi, gdy on równocześnie wie, że niestrudzony los pcha każdego z nas w ramiona nieuniknionej śmierci? I najważniejsze – jaki jest sens tej nikczemnej pustki, która nas otacza w chwila naszego zwątpienia?

Te wszystkie egzystencjalne pytania o życiu ranią umysł jak rozpalone igły. Kłują nasze jestestwo przynosząc jedynie szaleństwo. Szepty dawnych wspomnień szeleszczą jak wiatr biegnący przez wysoką trawę. Dają złudną nadzieję, która jak najdroższa matka tuli zagubione dziecko do własnej piersi. Są okrutną iluzją zmęczonego rozumu, ale to właśnie w nich ukryte są odpowiedzi na temat samotności, bólu, rozterek czy utraconej miłości. Na kartach przeszłości odkryć można żal, powołanie, baśń i horror. A przede wszystkim można poznać intymną historię Maksa Summerseta. Nie będzie to przyjemna podróż, ale pomimo wszelkich ostrzeżeń będzie to opowieść warta poznania, bo czy nie każdy chciałby znaleźć sens w umieraniu?

Już niedługo będzie można się przekonać czy Maks odnalazł swój sens będąc ostatnim egzorcystą…

 

1 2