×
Menu

Darthmagik

"za świat, który chciałbym ujrzeć"

Home

Własne przemyślenia

2020 – 2021

Rok 2020 był dla wielu z Was pewnie jednym z najtrudniejszych okresów ze względu na obostrzenia, pandemię i całą tą chorą otoczkę. Dla mnie ten nikczemny stwór stworzony z dwunastu miesięcy był zdecydowanie najgorszym, najpodlejszym czasem jaki jestem wstanie przywołać ze swojej pamięci.

Nigdy w swoim życiu nie odniosłem tyle spektakularnych porażek, nie oberwałem z tylu stron oraz z tak bliska nie patrzyłem ciemności prosto w oczy. Dosłownie czułem jej oddech i mrożący dotyk na mojej skórze. Można powiedzieć, że stałem nad urwiskiem bezbronny jak małe dziecko. To był i nadal jest mroczny okres pełen niepewności, czerni oraz słabości. Demony, które tkwią we mnie są silniejsze niż kiedykolwiek, a natchnienie jest suche i łamliwe jak niepodlewane źdźbło trawy. Nie mam tego blasku, tej siły i pewności siebie. Drżę ze strachu nie wiedząc, która droga jest tą właściwą.

Może ze mną ciągnie się smród przegranych bitew, ponurych myśli to jednak tym razem – na przekór wszystkiemu – postaram się wybrać kilka pozytywnych chwil i pielęgnować je w swoim umyśle. Pomimo tej smutnej otoczki miały miejsce niewielkie, skromne zwycięstwa.

Największą dumą 2020 roku był dla mnie bez żadnego zwątpienia Ostatni Egzorcysta [link]. Może tytuł ten nie jest tak urokliwy, tak bogaty w detale jak Czwarta Pieczęć [link], ale jest historią kompletną i dojrzałą. Jest to dramat pełną gębą, gdzie w klimatach horroru wraz z głównym bohaterem wędrujemy po wspomnieniach i uczymy się żyć i akceptować, że śmierć jest nieunikniona. To piękna, smutna opowieść o odchodzeniu, o miłości oraz ciężarze bycia wyjątkowym. Nigdy nie zapomnę tych wykreowanych postaci, które zagościły na kartach tej urokliwej przygody. Zawsze będę miał w sercu Maksa Summerseta, Elizę Jones czy sir Archibalda Jeffreya.

Drugim budulcem, siłą, która mnie ciągnęła do brzegu i ratowała przed szalejącą burzą życia są karty i magiczne sztuczki z nimi związane. Może nie będę drugim Copperfieldem, ale uczenie się nowych sztuczek sprawia mi przyjemność. Pokazywanie znajomym odrobinę magii jest frajdą samą w sobie. I chociaż końcówka roku trochę odebrała mi chęci i przede wszystkim sił do pielęgnowania swej nowej miłości to sądzę, że w nowym roku znajdę nieco więcej czasu na niewinną zabawę.

Ostatnim pozytywnym elementem, o którym chciałbym wspomnieć i być może najważniejszą chwilą, która jak kwiat rozkwitnie na początku 2021 jest fakt ukończenia mojej największej powieści – Świat Magana: J. E. Booker. Nie bez powodu użyłem słowa “największej”, bo to zdecydowanie najobszerniejsza książka przedstawiającą alternatywną wizję świata opartą na węglu i alternatywnej jego wersji. To ogromna (porównując ją do dotychczasowych opowiadań) lektura, która nie tylko przedstawia intrygującą, kryminalną fabułę, ale to przede wszystkim zaproszenie do żywego, pełnego detali świata, który mając te same podstawy co nasza rzeczywistość wyewoluował w coś pięknego, dziwnego oraz karykaturalnego.

Mam nadzieję, że właśnie w tym miejscu – gdy wspominam o węglu – rozwiewa się tajemnica głównego zdjęcia użyta pod ten ostatni post w 2020 roku.

Więc korzystając z okazji i kilku metafor leżących pod ręką napiszę tylko jeszcze parę wersów. Niech smutki, diabły, złe omeny oraz przekleństwa zrodzone z nienawiści i nieszczęścia, które przykleiły się do naszych dusz spalą się w ogniu naszych serc tak jak spala się węgiel w ogromnych kominach ustawionych dookoła miasta W. Nie bądźmy jak bohaterowie Europy Wschodniej, którzy w Świecie Magana żyją w wiecznym mieście nocy. Sięgnijmy w stronę nieba, wskoczmy na Promenadę i oddychajmy pełną piersią.

Bądźmy uparci, odważni i bezkompromisowi niczym James Booker i tak jak on, pomimo przeciwnościom losu dążmy do wyznaczonych celów. Tego Wam i sobie życzę na ten nowy 2021 roku.

 

Gorzka prawda o mężczyznach

By Mariusz Walczak8 września 2020in Własne przemyśleniaComments Off

Zastanawialiście się kiedyś co tak naprawdę wyróżnia mężczyzn od kobiet w tym kraju? Prawda nie jest taka oczywista jak się każdemu może wydawać. Niektórzy rzucą odpowiedź kierując swój wzrok na fizyczne aspekty i będą mieli racje. Niektórzy wskażą nierówności płacowe albo, że kobiety to płeć piękna, a płeć brzydka to to właśnie my. Nadal te osoby mówiłyby prawdę. Można by wiele wymieniać prawd, które kształtują różnice pomiędzy dwiema stronami tego samego medalu. Jednak ja postawiłem wszystko na jeden, konkretny wybór, na którym stoi ogrom możliwości. Według mnie nic tak dobrze nie oddaje różnicy pomiędzy “zwaśnionymi stronami” jak liczba samobójstw. Zdziwieni? A to dopiero początek mojej przemowy.

Spójrzmy najpierw na fakty. Mężczyźni ośmiokrotnie częściej popełniają samobójstwa. Ich ilość w ciągu roku jest tak duża, że w wypadkach drogowych ginie rocznie dwa razy mniej osób niż ilość panów, którzy zdecydowali się odebrać sobie życie. Zwracam też uwagę, że problem samobójstw, zdrowia psychicznego i całej psychiatrii nie istnieje w społeczeństwie. Nikt o tym głośnie nie mówi, a jeśli już ktoś wyłoni się z tłumu to najczęściej pomijany element to mężczyzna. Dlaczego? Nie wiem, ale się domyślam.

Mając w powyższe w pamięci zastanawiacie się dlaczego wybrałem właśnie samobójstwo (co ma silny związek również z depresją) na największą różnicę pomiędzy kobietą a mężczyzną. Tak naprawdę istnieje na to zagadnienie prosta lecz nieoczywista odpowiedź.

To liczba ofiar wskazuje kto nie potrafi sobie pomóc z problemami. Kogo tak naprawdę dotyczy dyskryminacja i brak pomocy. To właśnie my, mężczyźni pomimo kreowanego wizerunku stoimy na przegranej pozycji. Winni są wszyscy – od kobiet po społeczeństwo na samych poszkodowanych. Każdy ponosi winę i spróbuję przedstawić Wam dlaczego tak uważam. Zacznijmy więc wyliczankę.

Kobiecy punkt widzenia

Kobiety (będą tu mówił o statystycznej kobiecie, bo zdaje sobie sprawę, że istnieją dobre duszyczki i nawet mam to szczęście, że znam kilka perełek) z oczywistych względów w dobie internatu wymagają coraz więcej od przyszłego kandydata. Osobiście przekonałem się jak wysoko postawiona jest poprzeczka i jak nierealna do przeskoczenia. Często od amanta dana wybranka oczekuje dobrze płatnej pracy, świetnego samochodu i własnego mieszkania i najlepiej, aby ją akceptował jaką jest przy okazji był podatny na zmiany, które ona zaproponuje. I co gorsza mogą sobie na to pozwolić, ponieważ dysproporcja w społeczeństwie jest po stronie kobiet. Jest ich po prostu mniej więc mogą wybierać do woli.

Dodatkowo taki osobnik musi być wyśmienitym kochankiem, wzorowym ojcem, świetnym słuchaczem i najlepiej, aby znał się na wszystkim.

Niestety sami na to również pozwoliliśmy, ale to nie jest główna przyczyna problemów. Idźmy dalej.

Społeczna nierówność

To społeczeństwo jest główną przyczyną upadku mężczyzn, którzy na każdym kroku są ukazywani jako sprawcy, jako bandyci. Przykłady? Proszę bardzo. Przemoc domowa? Jakbyśmy opierali jedynie swoje założenia na kampaniach reklamowych można byłoby stwierdzić, że dotyczy ona jedynie kobiet jako ofiar, a prawda jest taka, że współczynnik jest blisko 1:1, ale o tym głośno się nie mówi.

Pójdźmy jeszcze o krok dalej – domy samotnej matki? Jest ich pełno, ale jakoś nie słychać o domach samotnego ojca. Wyroki sądu? Wciąż na polskich ziemiach pokutuje błędny kult “Matki Polki” i właściwie kobieta naprawdę musi się postarać, aby przegrać w sądzie o prawo do dziecka. Mało? Proszę bardzo, kolejny przykład – chore prawo alimentacyjne, które całkowicie dyskryminuje mężczyzn. Taki barbarzyńca ma jedynie pół roku od urodzenia bobasa, aby upewnić się czy jest to jego potomek i to tylko za pozwoleniem matki. Jeśli po sześciu miesiącach okaże się, że kobieta zdradzała swego wybranka i ma dziecko z innych facetem i nastąpi rozwód z jej winy to i tak najprawdopodobniej to właśnie zdradzony mąż będzie płacił na nieswoje dziecko.

A może jakiś bardziej banalny przykład? Może coś na rozluźnienie? Proszę bardzo – słyszeliście kiedyś o promocji, że w konkretnym dniu mężczyźni mogą wchodzić do klubów nocnych za darmo? A może kina robią dni dla samych mężczyzn? Ja słyszałem jedynie o promocjach kierowanych jedynie do kobiet, ale to taki mały, nic nie znaczący epizod w całej gamie dyskryminacji mężczyzn.

Przyznawane są dodatkowe punkty w konkursach dla kobiet czy podczas rekrutacji nazywając to pozytywną dyskryminacją! Inny przykład to płeć piękna żyje statystycznie znacznie dłużej od mężczyzn, ale to właśnie ci drudzy z niezrozumiałych względów później przechodzą na emeryturę ciesząc się wolnością znacznie krócej niż panie. Ustawowo to panowie dźwigają większe ciężary w pracy chociaż niektórzy głoszą, że jesteśmy równi.

Mężczyzna mężczyźnie zgotował ten los

Jednak w tej całej masie nieporozumień, półprawd i cichej akceptacji na ten niebyt najgorsi są sami mężczyźni. To tu widać największy problem, którego ja nazywam syndromem Spartiaty. Błędne koło wychowania sprawie, że coraz gorzej radzimy sobie w świecie, który nie jest już tak prosty i łatwy jak był kiedyś.

Zacznijmy jednak od początku. Facet musi być silny i odważny. Nie może mieć gorszego dnia. Nie może zdradzać swych emocji czy płakać wyrażając bezsilność, bo w innym wypadku w oczach innych samców nie będzie facet z krwi i kości. Każdy z nas ma być kowalem własnego losu. Każdy z nas ma być łowcą, który poluje i zdobywa niewiasty. Brzmi znajomo?

To teraz wróćmy do przemocy domowej. A nie daj Boże to facet będzie ofiarą tej tragedii to albo nikt mu nie uwierzy (w tym również policja, społeczeństwo) albo go po prostu wyśmieją, no bo jak to? Silny jak tur samiec mógłby pozwolić kobiecie wejść sobie na głowę? A już w ogóle tematem tabu jest przemoc fizyczna. To już nie ma zmiłuj się, jesteś nikim. A nikt w tym całym ambarasie nie zastanowi się co mężczyzna ma zrobić wobec agresywnej kobiecie. Oddać jej, aby nawinęła się nogami? Złapać i trzymać aż się nie uspokoi? Cokolwiek w tym wypadku nie zrobi to agresorka może z łatwością zagrać ofiarę. Zastanówmy się komu społeczeństwo bardziej zaufa – facetowi, który twierdzi, że go baba leje czy biednej, zapłakanej kobiecie? Odpowiedź jest brutalnie oczywista.

Warto w tym miejscu przytoczyć jedną sprawę z Johnnym Deppem i Amber Heard. Komu najpierw uwierzyli, a jaka później okazała się prawda? Jak widać nawet bogaci mężczyźni mają problemy z kobiecą przemocą.

I chociaż zdaje sobie sprawę, że nieco podkoloryzowałem problemy dręczące mężczyzn to fakt pozostaje faktem. Jesteśmy w światowej czołówce pod względem liczby samobójstw mężczyzn, a wśród kobiet jesteśmy daleko w tyle. To pokazuje jak bezradny jest facet w starciu w rzeczywistością. Pokutuje tutaj wizerunek złego faceta (praktycznie w każdej kampanii – jak chociażby wspominanej przemocy domowej – to panowie są przedstawiani w czarnych barwach. Nie pomaga zakłamana wizja dyskryminacji, że to kobiety są ofiarami społeczeństwa. Przeszkadza brak zrozumienia potrzeb i problemów, które często mężczyźni – również ze strachu – chowają głęboko w duszy.

Morał tej bajki jest jeden i dobrze znany, chociaż nikt nie chce się do tego przyznać – my, mężczyźni potrzebujemy pomocy i przede wszystkim zrozumienia. Jesteśmy tylko ludźmi.

Słowa podsumowania

Zdaje sobie sprawę, że nieco podkoloryzowałem problemy dręczące mężczyzn to fakt pozostaje faktem. My, Polacy, jesteśmy w światowej czołówce pod względem liczby samobójstw mężczyzn, gdy na drugim krańcu znajdują się kobiety, bo te otrzymują pomoc. I słusznie. Ofiary trzeba chronić za wszelką cenę, ale to nie dotyczy tylko jednej płci.

Te statystyki pokazują jak bezradny może być mężczyzna w starciu z rzeczywistością. Pokutuje tutaj wizerunek tego złego (praktycznie w każdej kampanii – jak chociażby o wspominanej przemocy domowej – to panowie są przedstawiani w czarnych barwach. To zawsze my jesteśmy potworami. Nie pomaga również zakłamana wizja dyskryminacji, że to przede wszystkim kobiety są ofiarami społeczeństwa. Najbardziej jednak przeszkadza brak zrozumienia potrzeb i problemów, które często mężczyźni – również ze strachu – chowają głęboko w duszy. Później frustracja, żal i skrywane cierpienie dosłownie mogą zabić.

Prawda objawiona

Więc co tak naprawdę chciałem przekazać swoim tekstem?

Morał tej bajki jest jeden i dobrze znany, chociaż nikt nie chce się do tego przyznać – my, mężczyźni potrzebujemy pomocy i przede wszystkim zrozumienia, bo jesteśmy tylko ludźmi, którzy w tym nowoczesnym świecie błądzą w ciemnościach nowo układanej hierarchii społecznej.

Evviva l’arte!

By Mariusz Walczak18 sierpnia 2020in Własne przemyśleniaComments Off

Wnieśmy kielichy ku górze,
Zapłaczmy nad swoją niedolą,
Zabierzmy łzy posępne chmurze,
Bo rany za bardzo nas bolą
I chociaż nasze życie nic nie warte
To krzyczmy co tchu: evviva l’arte!

Poeci tworzą dla dusz przeklętych,
Poezja mami nas nadzieją ulotną,
Pióro ciąży od świata wyklętych,
Katorga szepcze pieśń zalotną,
Bo nasze życie nic nie warte.
Powtarzajmy zatem: evviva l’ate!

Mędrcy świata płaczą nad jasnością
Widząc w oddali żmiję przebrzydłą.
Jej fałszywe dary emanują ciemnością
Zatruwając nam radość białoskrzydłą.
Więc cieszmy się, że nasze życie nic nie warte
I śpiewajmy wesoło: evviva l’arte!

Hieny spacerują nad słów cmentarzem,
Sępy oceanów wypatrują fal pośmiertnych,
Pieśni żałobne kierują ostatnim żeglarzem
Co dzierży w ramionach wspominania okrutnych,
Bo te cienie wiedzą, że nasze życie nic nie warte
Więc wypiszmy na naszych nagrobkach: evviva l’arte!

Evviva l’arte! Wznieśmy toast ostatni
Oczekując absolutnego świata upadku.
Pijmy, jedzmy i nie bądźmy delikatni,
Skaczmy bez wytchnienia, bez wypadku
Balujmy od rana naszego życia
Aż po kres naszego parszywego bycia.

Bo dobrze wiemy, że nasze życie nic nie warte.

Daleka droga do Seattle**

By Mariusz Walczak4 lipca 2020in Własne przemyśleniaComments Off

Opowiem ci historię. Historię o mnie. Żywię głęboką nadzieję, że ją zrozumiesz albo chociaż zaakceptujesz. Spójrz w górę. Co widzisz? No tak, błękitne niebo i lśniące diamentami słońce, a gdy spojrzysz przed siebie to zauważysz mnie próbującego się uśmiechać. Przynajmniej staram się to robić od jakiegoś czasu. Tym bardziej, że próbuję to dobre określenie.

Prawdę mówiąc jestem zagubiony w wielkim świecie. Przeraża mnie swoim istnieniem. Nie mam domu ani celu. Jestem jak odwieczny tułacz, który w bagażu dźwiga puste serce oraz roztrzaskaną duszę. Zaskoczony? W końcu widzisz zmiany, nie raz gwałtowne, nie raz subtelne, ale je dostrzegasz. Są jak pociągnięcia świeżej farby na starym płótnie. Więc pytasz się dlaczego ci to opowiadam. Odpowiedź jest prosta. To tylko pozory tak jak i mój uśmiech, bo to nie jest takie proste się zmienić. Otworzyć. Zaufać światu. Nigdy nie jest. Życie nie jest proste i dobrze o tym wiesz. Chociaż pozory to też złe dobrane słowo. To tak naprawdę mały, malutki krok… pierwszy krok w długiej podróży po odkupienie. Po szczęście. Po spokój. Po odrodzenie, bo słyszałem, że tak naprawdę jesteśmy piękni i to piękno chcę w końcu zobaczyć.

Musisz zrozumieć jedną prawidłowość zanim mnie ocenisz. Niektórzy czekają cały tydzień na weekend. Są też tacy co czekają cały miesiąc na wypłatę. Jeszcze inni czekają cały rok na wakacje, a są też tacy jak ja co czekają całe życie na szczęście. I znów zapytasz się dlaczego czekam, a raczej dlaczego czekałem. Otóż w moim świecie panowała jedynie ciemność. Nie dlatego, że słońce gasło, a gwiazdy umarły. Po prostu na mojej drodze stała i wciąż stoi wielka bestia. Jest olbrzymia. Przeolbrzymia. Ma kły, pazury i jest przebiegła. Jest również nieśmiertelna. Podła i zła.

I właśnie ta maszkara każe mi walczyć ze sobą przy użyciu złamanego miecza, bo jest niesprawiedliwa. Atakuje wtedy kiedy jestem sam i nieważne ilu ludzi jest wokół mnie, bo samotność ma wiele twarzy. Raz za razem przegrywałem każdą batalię. Umierałem wewnętrznie przez każdą poniesioną porażkę. Dni stawały się coraz krótsze, a noce coraz straszniejsze. W tej ciemnej toni bez wyrazu zaczął słyszeć szepty, która ciągnęły mnie w dół. A ten dół wił się niemalże w nieskończoność jak wąż czyhający na swą ofiarę. W najmroczniejszej godzinie swego życia zajrzałem w samą otchłań. I ona spojrzała na mnie. Wtedy zrozumiałem, że ona zapamiętała mnie po kres naszych dni. Jest pamiętliwa. Jest przerażająca. Wtedy poznałem prawdziwe imię bestii.

Sądziłem, że nic mnie nie uratuje. Jednak pewnego dnia zdołałem wygrać z bestią, bo usłyszałem tym razem szepty dobrych ludzi. Silnych ludzi. Pięknych ludzi. Wygrałem. Ten jeden raz. Potem znów przegrałem i kolejny raz poniosłem porażkę. Aż wygrałem po raz drugi. Wtedy zauważyłem w moim świecie iskrę wyglądająca jak wypalający się knot świecy. Ona się nie pojawiła w magiczny sposób. Ona tam istniała od samego początku.

I to pozwoliło mi w końcu ruszyć z miejsca. Już nie czekam. Ten jeden mały, malutki krok był dla mnie czymś wyjątkowym. Aż zachłysnąłem się jego mocą i dlatego znów musiałem upaść. I upadłem. Wiedząc jednak, że jestem wstanie rozczepić chociaż na krótki moment wszechogarniający mnie mrok wstałem i spróbowałem raz jeszcze. I jeszcze i tak za każdym razem, gdy miałem na to siły i tak jak poprzednio za każdym pasmem porażek pojawiało się zwycięstwo. To zwycięstwa nas budują. I mnie zbudowały.

To co widzisz przed sobą to efekt tych zmagań, tej okrutnej bitwy pomiędzy mną a otchłanią. Wydawać się może, że zmiany są olbrzymie, ale tak jak wspomniałem – to tylko mały krok na długiej, krętej drodze, aby zacząć żyć, ponieważ problemy nie minęły, a bestia nie odeszła dlatego ta podróż dopiero się rozpoczęła. To będzie wyboista, trudna ścieżka i wiem, że niekiedy braknie mi wiary i sił i stąd moja prośba abyś mnie postarał się zrozumieć. A jeśli nie potrafisz to chociaż wesprzeć mnie. Upadnę podczas tej wędrówki nie raz czy dwa, ale wielokrotnie, ale dopóki starczy mi sił będę próbował wstawać i walczyć z potworem, z… bestią naszych czasów. Będę próbował nadal się uśmiechać, nadal się zmieniać, aby któregoś dnia przestać próbować, a po prostu się uśmiechnąć. Na tym to właśnie polega, aby nie próbować, a czynić. Ale zanim do tego dojdzie trzeba wyruszyć w podróż, aby odzyskać siebie. Podnieść ducha, skleić duszę i napełnić serce. Dopiero wtedy przestajemy próbować.

Teraz rozumiesz? Nie musisz. Wystarczy, że będziesz, bo to dopiero początek walki o odkupienie. O moją zbłąkaną duszę. A niech ma dusza przeklęta będzie, bo na końcu muszę wyznać przed tobą swój najgorszy czyn – skłamałem. Skłamałem wielokrotnie, ponieważ to nie jest moja historia. To nie tylko moja historia. To historia wszystkich ludzi, którzy posmakowali porażki o jeden raz za dużo. To historia ludzi ze złamanym sercem, ze zniszczoną duszą i złamanym duchem. To historia osób, które codziennie mijasz na ulicy, w sklepie, na chodniku, w kinie czy w pracy. Wyglądają na szczęśliwych, ale to tylko pozory, bo oni też próbują się uśmiechnąć. Wiedzą bowiem, że jeśli zaprzestaną swoich prób ich światło zgaśnie w mroku, a tego jednego światła, które tak uparcie się tli jak knot świecy nie można zapalić ponownie. I niestety, wielu z nich zgaśnie bezpowrotnie, bo w tej wojnie nie zawsze wygrywa dobro. Nie zawsze triumfuje nadzieja, bo bestia jest nieśmiertelna i nigdy nie zapomina.

Więc jeśli możesz to idąc przez swoje życie zostawiaj dla nich, dla mnie, dla nas lampiony wypełnione kolorami wielobarwnego światła, które wskażą właściwą drogę, bo to daleka droga do Seattle…

 

** Tytuł zaczerpnięty z rozdziału „Daleka droga do Seattle” z książki „Ostatni Egzorcysta”.

Stare miejsce, nowe wyzwania

By Mariusz Walczak30 listopada 2018in Własne przemyśleniaComments Off

Ta decyzja musiała zapaść prędzej czy później mając na uwadze mają dotychczasową frekwencję na stronie. Nie ma sensu oszukiwać się, że kiedyś wrócę ze wzmożoną siłą pełen werwy i natchnienia, gdyż wyżej wymienione czynniki wkładam intensywnie w rozwój literacki grubego kalibru. Jest to dla mnie szalony okres pełen wzmożonej pracy, katorżniczej wręcz systematyczności, aby z dnia na dzień być coraz lepszym w tworzeniu historii, budowaniu napięcia, komponowaniu światów oraz kreacji bohaterów. Dlatego z przykrością muszę to powiedzieć, nie mam czasu na prowadzenie bloga pod postacią jaką chciałbym prowadzić w myśl założeń, które przyświecały mi, gdy zakładałem ten zakątek.

Nie oznacza to, że odchodzę z tego miejsca. Raczej chcę odnaleźć właściwie zastosowanie dla tej strony jako baza kontaktowa ze mną i ze światem, jako internetowa encyklopedia na temat mojej twórczości, jako portfolio kolejnych książek, które w przyszłości pojawią się w druku,  a jest na co czekać! Prócz Świtu Legend, które są o krok od wyczekiwanej przeze mnie zapowiedzi z konkretną datą, są jeszcze inne dzieła czekające na swoją kolej. Niczym stwórca kreślę scenariusz, tkam nićmi dialogi aktorów, buduję im światy. Uważam przy tym, że na następne twory będzie warto poczekać. Fantastyka w klimatach horroru akcji już teraz intensywnie poszukuje wydawcy (o tym pewnie za jakiś czas napiszę), a thriller kryminalny jest w połowie skończony. I chyba właśnie nad tym chciałbym się skupić – na tworzeniu wielkich powieści porzucając krótkie formy opowiadań, które od czasu do czasu serwowałem na stronie. 

Więc od tego dnia możecie być pewnie, że teksty tutaj się ukazujące będą wyłącznie związane z moimi utworami – od zapowiedzi poprzez recenzje, informacje, wyjaśnienia czy rozwój sytuacji. A tak swoją drogą to nie mogę się doczekać nowego, 2019 roku. To może być TEN wymarzony rok.

1 2