Post Image

W amarantowym więzieniu katujemy się swoją pychą. Jesteśmy niczym szczury zamknięte w labiryncie życia. Idziemy przed siebie tworząc niekończące się okręgi smutnej egzystencji. Miotamy się jak ryby porzucone przez drogocenną, wysychającą rzekę truizmu. W tej szaleńczej walce o przetrwanie zdrowych zmysłów krew spulchnia ziemię naszych przodków. Gwałcimy ich przyrzeczenia, mordujemy ich wyrzeczenia, wyzbywamy się ich tradycji w imię naszego, nowego boga.

Zaślepieni modą głupców porzucamy wagnerowskie wersety naszego fundamentu. Splugawieni barwami, wściekli od różnorodności i pozbawieni prawdziwej ułudy prawd i fałszów skaczemy sobie do gardeł przy gromkich oklaskach naszych nowych panów. Jesteśmy jak ujadające psy z pustą miską i obrożą na szyi.

Pseudohistoria zatacza koło. Koło przeistacza się w pręgierz, a bat w ostateczności mroku zmienia się w zimną stal szubienicy. Pozbawieni głów okaleczamy swoje wnętrzności, by w bólu istnienia znaleźć pocieszenie w tych szalonych czasach.

Ślepi nie widzimy jak wartości przestały mieć znaczenie. Głusi nie słyszymy potwornego rechotu umierającej normalności. Niemi i zduszeni w zarodku nie krzyczymy o wolność swego ducha, o byt naszych dzieci i pamięć o naszych rodowodach. Karmieni kłamstwem autorytetów, strachem przed ich prawem i naszą obłudą stajemy się powoli karykaturalnym posągiem, który z czasem obróci się w pył. Z gruzów naszego nikczemnego żywota powstanie nowy ład nakreślony rękoma naszych morderców, a my jak zwykle nie zdamy egzaminu, gdyż w amarantowym więzieniu katujemy się swoją pychą.

Comments are closed.