Wieczna wojna myśli

Zastanawiasz się czasem czy głosy, które słyszysz w swojej głowie są prawdziwe? Może są jedynie iluzją twojego chorego umysłu? Jakakolwiek by nie była odpowiedź to obie wersje tego zagadnienia są przerażające. Jesteś albo słabym człowiekiem, który jest kontrolowany przez siły, których nie rozumiesz albo jesteś chorą psychicznie jednostką smaganą batogiem panów i władców tego świata.

Jednak prawda jest ostra jak brzytwa i brudna jak plama krwi na dywanie. Tak, te głosy istnieją. My istniejemy. Szepczemy półsłówka, półprawdy, kłamstwa i kłamstewka. Mamimy, odurzamy, poniewieramy. Jesteśmy zmorą, zniewagą… echem rzeczywistości. Echem życia. Echem tego co się wydarzyło i tego co się wydarzy.

Jesteśmy epopeją twej historii, dramatem twych wyborów, kryminałem twych uczuć i horrorem konsekwencji. Możesz się nas wypierać, oszukiwać, łgać, ale nie zmienia to faktu, że nie jesteś kapitanem własnego statku. Jesteś niewolnikiem intryg, sługą nienapisanych praw, ofiarą systemu, zdrajcą i tchórzem. Jesteś wiecznym tułaczem na łasce gniewnego losu. Jesteś komikiem, łajdakiem, spekulantem, maklerem i zwiewną chorągiewką na wietrze zmian.

Więc gnij o zmroku, upadaj o poranku. Drwij ze swoich porażek, płacz ze swoich zwycięstw. Dosięgaj nieoczywistych metafor, kłam na przesłuchaniach, opowiadaj bajeczki, historyjki i ballady przy mikrofonie i słuchaj nas. Karm się naszym jadem. Spijaj nasz gniew. Umieraj. Śnij o bękartach zostawionych w ciemnościach. Dław się słowami proroków. Ubieraj się w mrok, niedostępność i niezrozumienie, abyśmy mogli cię zniszczyć. Zbudować na nowo i znów sponiewierać.

Płyń wraz z fałszywymi falami marzeń. Omijaj zbuntowane okręty na mieliznach szarości dnia codziennego. Płacz nad śmiercią samotnych wysp. Lamentuj nad swoją niedolą. Nad samotnością. Nad grobem swojego potencjału. Krzycz i wyzywaj. Dodawaj nam sił swą mierną poezją. Ubieraj nas w swoją tragikomiczną literaturą i wybuduj swym ulotnym natchnieniem zamek nietrwały jak twój zapał.

Zrób to wszystko a staniesz się złożoną, nieprzeniknioną fantazją jedności, którą nie sposób zrozumieć ludzkimi emocjami, myślami czy czynami. Bądź niedościgniony w słowach twojego wyblakłego umysłu. Niech świat cię obraża, znieważa, depcze i opuszcza w chwilach zwątpienia, a ty trwaj. Trwaj jak my, jak te głosy w głowie, które chichoczą w ciemnościach i nie dają ani jednej chwili wytchnienia. Trwaj jak posąg soli na deszczu. Trwaj jak płomień zatopionej świecy w oceanie rzygowin.

I o to chaos, który słyszysz codziennie. Dzień w dzień. Bez przerwy. Minuta po minucie. Tak, jesteś chory. Chory na wyjątkowość. Doceń te katusze. Zaakceptuj tę niewolę, bo my nigdzie się nie wybieramy. Jesteśmy tobą, a ty jesteś nami. Jesteśmy jednym głosem twego szaleństwa. Jesteśmy jednością. Mrokiem. Przekleństwem i darem. Liryką i poezją. Po prostu… pustką życia na kartce papieru.